Stanisław Pagaczewski “Gąbka i latające talerze”

Wszystkie książki robiłem jednego dnia stąd powtarzalność elementów (widać moje wrodzone lenistwo). Książka z Polski, korkociąg z Polski, pióro chyba z Chin, rower z Anglii, podkładka z Poznania, kubek z Poznania, herbata z Chin

Dzień dobry! Trzecia odsłona przygód najlepszej ekipy z krakowskiego blokowiska grodziska. Tym razem autor popuścił wodze fantazji i mamy podróże w czasie
i przestrzeni!

A to nowe wydanie.

W skrócie: profesor Gąbka, Smok Wawelski, Bartolini (wciąż herbu Zielona Pietruszka) oraz książę Krak (wreszcie ruszył swój zadek) udali się na inspekcję garnizonu Śpiących Rycerzy w Górach Skalistego Południa – zabłądzili i usnęli. Niestety ich drzemka trwała trochę długo (jakieś tysiąc dwieście lat) i obudzili się w roku 1978!

Bardzo szybko stali się sensacją światową, gwiazdami pierwszego formatu, dziś można by rzec celebrytami. Niestety ciężko im było odnaleźć się w Polsce lat siedemdziesiątych i bardzo tęsknili za swoimi czasami. Musieli się jednak przystosować. Każdy znalazł dla siebie zajęcie – Bartolini został szefem Wierzynka, książę został konserwatorem Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu, Smok zamieszkał w swojej Jamie, Gąbka został dyrektorem Instytutu Badań nad Baltazaronem (tajemniczym gazem, który prawdopodobnie był przyczyną hibernacji) i wszystko byłoby ok, gdyby nie gangster Joe Pietruszka (zbieżność nazwiska z herbem Bartoliniego chyba przypadkowa), który zapragnął, aby Smok Wawelski został kompanem w jego niecnych knowaniach i dużo zamieszał w ustabilizowanym życiu naszych bohaterów.

Bardzo ładne ilustracje są w tym wydaniu.

W książce mamy PRL pełną gębą – jest Milicja Obywatelska, są Ważni Dygnitarze, są przydziałowe mieszkania, Hufce Pracy, huty, farbyki i tak dalej i tak dalej. Autor ironicznie i z bardzo dobrym wyczuciem opisuje paradoksy Polski lat siedemdziesiątych (główni bohaterowie mogą zadawać niewygodne pytania, gdyż nie znają realiów i to usprawiedliwia ich ciekawość).

Samą książkę czyta się bardzo dobrze, humor jest, zabawa jest, ale jednak nie miałem wrażenia takiego polotu jak w poprzednich częściach. Być może przeniesienie akcji do współczesności nie było dobrym pomysłem. I tutaj bym się zastanawiał jak książkę odbieraliby młodsi czytelnicy, którym pewnie w niektórych kwestiach przydałyby się wyjaśnienia. Ogólnie jest jak najbardziej na plus, ale bez ogromnego zachwytu.

Walka Smoka ze smogiem.

Co jeszcze moi drodzy mamy w książce? Mamy SMOG!!! I to ogromny SMOG, który wisi nad Krakowem. Widać więc, że ta wstrętna rzecz jest problemem od dawna (mogły się zmienić tylko główne przyczyny), ale SMOG był, jest i kur*a będzie?! W książce Pagaczewskiego Smok Wawelski poradził sobie ze SMOGIEM w bardzo prosty sposób: wszedł był na Kopiec Kościuszki nabrał powietrza w swe smocze płuca i dmuchnął, chuchnął tak, że przewiał SMOG!! Pagaczewski już czterdzieści lat temu doskonale wiedział to co my obserwujemy dzisiaj – w Krakowie zwłaszcza zimą przydałby się co tydzień jakiś orkan, który by miasto przewiał, bo niestety Smoka Wawelskiego nie ma. Wrócił był z kumplami do swoich czasów, dzięki uprzejmości ufoludków. Tak, tak. Stąd te latające talerze. Aha i książkę jak najbardziej polecam.

Brzydcy Ci Deszczowcy

P. S. W poprzednim wpisie obiecałem napisać o nowym wydaniu Wydawnictwo Literackiego z roku 2015, które budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony – ślicznie wydane, kolorowe ilustracje Alfreda Ledwiga wreszcie oddają treść książki (w wydaniach z lat siedemdziesiątych wszystkie były czarno-białe. Ale z drugiej strony skąd pomysł, żeby to wydać w jednym tomie! Nosz kruca fuks! Pięknie wydane tomiszcze (reklamowane sloganem na zdjęciu poniżej) liczące ponad 700 stron jest zwyczajnie niewygodne w czytaniu! Jakie dziecko z tym klocem położy się do łóżka i dla przyjemności będzie czytać przed snem. Toż to barbarzyństwo. Ja sam u siebie w biblio mam i nowe wydanie i stare z lat siedemdziesiątych i jak mogliście zauważyć po niektórych zdjęciach wolałem czytać przygody Baltazara i Smoka Wawelskiego
w oddzielnych, lekkich tomach. Na pewno gorzej wydanych i brzydszych, ale jednak wygodniejszych. Skąd ten pomysł Wydawnictwa Literackiego to ja nie wiem. I ja nie rozumiem. To tyle.

Ja wiem, że tężyznę powinno się wyrabiać od najmłodszych lat, ale to już chyba lekka przesada :)

Nowe wydanie oraz trzy z lat poprzednich.

One thought on “Stanisław Pagaczewski “Gąbka i latające talerze”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook