
Good morning! Jak się dzisiaj czujecie? Mam nadzieję, że jesteście w dobrym nastroju i wszystko układa się po Waszej myśli :) Ja tradycyjnie napiszę Wam o książce, którą przeczytałem pół roku temu! I dopiero teraz ściągnąłem ją z półki żeby coś Wam o niej opowiedzieć.

https://www.flickr.com/photos/boston_public_library/8247745010/in/set-72157627893597002
Zacznę od tego, że chyba nic nie czytałem wcześniej Capote’a, albo już nie pamiętam. Na pewno nie ma go na tym blogu. Postać pisarza oczywiście kojarzę, czy to za sprawą ekranizacji książki (na pewno widziałem to w Starym Kinie) czy też filmu o nim samym.
Nie miałem żadnych uprzedzeń ani też oczekiwań wobec książki czy też opowiadania. Ja będę sie trzymał tego, aby Śniadanie.. nazywać książką, gdyż posiadam wydanie książkowe pojedyncze. Dlaczego sięgnąłem po lekturę? Byłem po prostu ciekawy, film pamiętam jak przez mgłę, a filmowa biografia Capote’a też mi wywietrzała z głowy. Cóż mi dała ta cienka (w swej objętości) historia?

Wgląd. Dała mi wgląd do Ameryki lat czterdziestych, do Nowego Jorku i do historii pewnej femme fatale, która nie może zagrzać nigdzie miejsca. Jest dzikim stworzeniem wciąż szukającym domu tylko czy warto tego domu szukać?

Historia Holly Golightly to historia o niedopasowaniu i pragnieniu szczęścia. Jaką cenę można zapłacić za to szczęście? Czy każdą? To też historia obyczajowości Ameryki w latach czterdziestych i możliwości jakie mogą mieć piękne, bystre i inteligentne kobiety, w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Tych możliwości nie było za dużo – wydawałoby się, że najprostsza droga czyli przez ożenek z bogatym facetem może się okazać drogą, w której trzeba zrezygnować z tego kim się jest. Znów nasuwa się pytanie czy warto? To też opowieść o chaosie i szarości dnia codziennego, od którego można uciec w karnawałowe życie, ale jeśli codziennie jest karnawał to czy w końcu nie stanie się on codziennością?

https://pl.pinterest.com/pin/479914904038540669/
Holly Golightly to osoba, która w purytańskiej Ameryce prowadzi bardzo nieobyczajny tryb życia, przez sąsiadów nazywana kurwą, przez gazety dziewczyną do towarzystwa, przez mężczyzn ptaszyną i maleńką. Jej tryb życia może wywoływać zgorszenie, ale naprawdę ta kobieta ma w sobie więcej pokładów dobroci i zrozumienia dla innych ludzi, niż niejedna szacowna matrona. Bardzo ją polubiłem za jej bezpośredniość, ale też pewien rodzaj nieśmiałości. Do teraz jej kibicuję w poszukiwaniu szczęścia.
Podobała mi się ta książka, tak inna od tego co czytam z reguły. Styl Capote’a też mi o dziwo przypasował. Dużo dialogów, wartka narracja, a większość informacji pochodziła właśnie od samych postaci występujących w książce. Czułem ten klimat Nowego Jorku i mieszkania w kamienicy z ikonicznymi schodami przeciwpożarowymi na zewnątrz. Klimat lat czterdziestych, imprez przy gramofonie, bourbona i barów przy którejś tam ulicy. Historia Holly wciąż może nie urzeka, bo to nie tego rodzaju historia, ale przyciąga i fascynuje.
P. S. Obejrzeliśmy film całkiem niedawno i naprawdę nie wiem skąd się biorą głosy, że jest lepszy od książki (a takie są). Zresztą film jest ledwie inspirowany książką i na pewno nie jest wierną ekranizacją. Jako oddzielne dzieło jest bardzo fajny, ale osobiście po seansie jestem rozczarowany, bo film oprócz postaci i tła z książki nie czerpie nic.

DobraFanfikcja
charliethelibrarian