Dzień dobry! Baardzo powoli odgrzebuję się spod stosu książek przeczytanych i do opisania. A na razie wciąż kibicuję Ukrainie w wojnie z russkimi najeźdźcami.

Znów będę się posiłkował notatkami, albowiem gdyż książkę przeczytałem byłem bardzo dawno temu i został po niej ślad w mózgu, acz niezbyt dokładny. Uwaga notatki:

Bardzo interesująca książka, aż dziw, że tak mało kojarzona. Bohaterem jest typ co się nie myje, średniego szczebla urzędnik, z którym nikt nie chce pracować, gdyż ten właśnie ma problem z higieną osobistą. I ten ów nasz Anton L., który średnio sympatyczny jest – pewnej letniej nocki zostaje sam na świecie. Na całej planecie Ziemia nie ma nikogo. Absolutnie nikogo! Normalnie Jestem legendą w wersji austriackiej i mocno sarkastycznej.

Czytało mi się książkę bardzo dobrze. Opisy powolnego rozpadu świata, natura przejmująca we władanie ogromne miasto. Anton L. (uporczywie go jakoś sprawdzam do Anatola) był dziwnym człowiekiem przed apokalipsą, a co dopiero może się wydarzyć z człowiekiem, gdy zostaje sam? Samiuteńki jak palec? Może taki człowiek pogrążyć się w odmętach szaleństwa. I chociaż Anton jest mieszczuchem to okoliczności zmuszają go do wyuczenia się kilku kluczowych umiejętności przetrwania (polowanie, jazda samochodem, przysposabianie schronienia itd.). Ogólnie Anton to mało sympatyczna postać – pyszałek, przemądrzały i nie lubiący ludzi (to można zrozumieć), ale z takich powodów, że po prostu gardził wszystkimi. I ten chłop został sam. Nic dziwnego, że to on znalazł KSIĘGĘ, która wyjawia tajemnice wszechświata. I w końcu dochodzi do baaardzo dziwnego przeświadczenia, ale nie będę zdradzał za dużo.

Ogólnie wrażenia po lekturze – dużo ironii, sarkazmu, czarnego humoru, książka wydaje się też odważna obyczajowo jak na rok wydania. To moje wrażenia. Lektura bardzo na plus.

Koniec notatek – nic nie będę dodawał, po prostu warto po nią sięgnąć. Jest jeszcze jedno – po książkę, którą miałem w swoich zbiorach wcześniej sięgnąłem po przeczytaniu pewnego wpisu. Chciałem znaleźć dokładnie ten wpis, który mnie skłonił do przeczytania książki, ale nie mogę go odnaleźć – otóż na jakimś koncie na fejsie chyba, ktoś wspomniał, że podczas wycieczek w dawno i słusznie minionych czasach brakowało papieru do podcierania tyłka, za to książek nie brakowało i wydania tej książki służyły do mało wyrafinowanych czynności związanych z higieną osobistą, a siłą rzeczy autor posta zaczął czytać przy okazji defekacji i od tej pory ta lektura kojarzy mu się z podcieraniem tyłka (moim zdaniem niezłe kombo – literacko życiowe). Jak znajdę źródło tego wspomnienia to zamieszczę! Obiecuję!

Comments (4)

Skomentuj charliethelibrarian Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Connect with Facebook

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.