Przyszła kryska na matyska

No i się doigrałem. Jeździłem na rowerze w różny sposób, często z brawurą i po kozacku (ale tylko po lasach i nieużywanych drogach). Dzisiaj rano wyczerpałem swój limit szczęścia. Zjeżdżając jak zwykle po raz nie wiem który, aleją Jerzego Waszyngtona prowadzącą na Kopiec Kościuszki rozpędziłem się do całkiem imponującej prędkości 45 km/h (dla mnie to