“W kraju wiosny, pomiędzy rozkosznymi sady” Charlie pławi się w Morzu Czarnem i zażywa zabawy. Krymu część piąta i ostatnia.

Pierwszy wers jest z sonetu “Grób Potockiej”, a dzisiaj nie będzie o zwiedzaniu, dzisiaj będzie o plażowaniu, kąpieli zażywaniu i Krymu smakowaniu:)

Nasz pensjonat znajdował się pięćset metrów od plaży. Plaży która miała być piaszczysta, a była hmm…. raczej połączeniem żwiru sypanego na polne drogi i kamieni ze strumienia. Nie była jednak taka najgorsza, bo im głębiej w morze tym piasku więcej. Jedyny minus był taki, że raczej nie dało się zbudować zamków z piasku czy też biblioteki. Bo przecież jak?

Oprócz aktywnego podróżowania po Krymie zajmowaliśmy się mega słodkim lenistwem, czytaniem książeczek i opalaniem swojej skóry na piękny brązowy kolor. I przede wszystkim pływaniem w słonej i cieplutkiej wodzie Morza Czarnego.

 

Takie tam bezkresne morze i ludki.

Takie tam bezkresne morze i ludki.

 Miejscowość, w której się zatrzymaliśmy dopiero “uczyła się” jak być kurortem. Stąd pewien chaos architektoniczny, w którym okazałe pensjonaty ociekające “luksusem” stały obok opuszczonych ruder, albo niedokończonych inwestycji.

Komuś chyba nie poszedł biznes, albo czeka na lepsze czasy.

Komuś chyba nie poszedł biznes, albo czeka na lepsze czasy.

Ogólnie widać, że miejscowość jest na tak zwanym “dorobku”. Nad morzem dopiero powstawała infrastruktura – restauracje, dyskoteki, sklepy, wypożyczalnie rowerków, łódek, skuterów i tym podobne. A efekty tego takie, że człowiek może sobie baraninkę z grilla prawie nad samym morzem wsunąć, popić dobrym ukraińskim piwkiem i na zachód słońca popatrzeć:) Cud, miód i baraninka.

Pyszna to była baraninka, choć trochę koścista:)

Pyszna to była baraninka, choć trochę koścista:)

 

 

Słowacki na Krymie nie był, ale aż się ciśnie na usta "Dla mnie na zachodzie. Rozlałeś tęczę blasków promienistą" - tylko, że smutno mi nie było:)

Słowacki na Krymie nie był, ale aż się ciśnie na usta “Dla mnie na zachodzie. Rozlałeś tęczę blasków promienistą” – tylko, że smutno mi nie było:)

Ludzie jakich spotykaliśmy na swej drodze sympatyczni, ciężko pracujący, mimo wszystko uśmiechnięci i bardzo życzliwi. Widać było, że każda okazja do zarobku jest wykorzystywana. Stragan na straganie i straganem poganiał. Na plażach mnóstwo ludzi handlujących czym się dało. Głównie kholodnym pyvemchorne more krevetky. W busikach marszrutkami zwanymi tłok, każdy gdzieś jedzie, każdy coś wiezie, każdy rzeczy swych pilnuje, a jednocześnie uczciwość ogromna w narodzie panuje, bo pieniądze na bilet przechodzą z rąk do rąk i tak samo wraca reszta.

Nie mam śmiałości do fotografowania ludzi, nie pytam nawet ich o to. Gdybym był odważniejszy sypnąłbym tutaj obrazkami, na których z bagażników starych ład wysypują się arbuzy, a obok stoi babuszka i handluje rybami, które świeże to były może gdy ona nie miała jeszcze zmarszczek, a piersi jej jędrne był  “jak dwoje koźląt, bliźniąt gazeli” (“Pieśń nad pieśniami”).

Tylko takie z ukrycia strzelałem:)

Tylko takie z ukrycia strzelałem:)

To był naprawdę dobry wyjazd. I chociaż moja wątroba ma mi za złe i to bardzo, ja jestem zadowolony, że ten akurat kawałek świata zobaczyłem. I z chęcią do niego bym wrócił jeszcze raz przynajmniej.

P. S. Byłbym zapomniał. Pływanie było super, ale były morskie stwory, które potrafiły zepsuć przyjemność z pływania. Okazało się, że z tego co mówili miejscowi jakiś prąd przygnał im meduzy na wybrzeże. Podobno mają takie inwazje co jakiś czas. I zaprawdę powiadam Wam tego tałatajstwa w pewnej odległości od brzegu było mnóstwo. Na szczęście nie parzyły, ale wiecie, to żadna gdy coś galaretowatego ociera się o Twoje ciało bądź nagle obły stwór wyrasta tuż przed waszymi oczyma! Meduzy były paskudne! Meduzowym najeźdźcom mówimy zdecydowane nie!

Meduzy w ilości znacznej.

Meduzy w ilości znacznej.

 

“Wypuszczam na wiatr konia i nie szczędzę razów”, a Charlie nie szczędzi zachwytu wyrazów. Krym część czwarta.

Tym razem pierwszy wers z sonetu “Bajdary”. A my dzisiaj zobaczymy Jaskółcze gniazdo, pałac w Liwadii, czyli tam gdzie odbyła się konferencja Wielkiej Trójki, która zadecydowała o losach powojennego świata. Oraz zobaczymy miejsce, gdzie kręcono “Podróże pana Kleksa”.

Pałac Woroncowa w Ałupce to miejsce, które kazał wybudować ówczesny gubernator Nowej Rosji, czyli Michaił S. Woroncow – to bardzo interesująca postać historyczna arystokrata, żołnierz, znawca sztuki, który przyczynił się znacznie do rozwoju Odessy i całego półwyspu krymskiego.

Wracając do pałacu – był budowany prawie dwadzieścia lat od 1830 roku. I jest zbudowany w różnych stylach architektonicznych co widać, gdy człowiek trochę po kompleksie pałacowym połazi. Pałac otacza bardzo duży i pięknie utrzymany park. A widoki jakie roztaczają się z pałacowych okien są przepiękne.

Miał rozmach ten Woroncow.

Miał rozmach ten Woroncow.

 

Wstajesz sobie rano z kawusią wychodzisz na taras i taki widoczek! Żyć nie umierać.

Wstajesz sobie rano z kawusią wychodzisz na taras i taki widoczek! Żyć nie umierać.

Przejedziemy teraz do miejscówki, która jest wizytówką Krymu. Bardzo charakterystyczną wizytówką i chyba nie ma na świecie osoby, która by nie widziała przynajmniej jednego zdjęcia Jaskółczego Gniazda, bo o nim będzie teraz mowa.

Każdy chyba to widział gdzieś, kiedyś.

Każdy chyba to widział gdzieś, kiedyś.

Miejscówka, gdzie znajduje się Jaskółcze Gniazdo jest bardzo urokliwa. Zatoczka z wysokimi urwiskami, kawałkiem plaży i hotelem na dole, do którego cumują promy wycieczkowe wygląda jak z jakiegoś śródziemnomorskiego kurortu. Jedynym minusem są tłumy ludzi przetaczających się przez Jaskółcze, ale taki los znanych turystycznie miejsc.

Panie! Jakie to wszystko pikne!

Panie! Jakie to wszystko pikne!

Z Jaskółczego pojechaliśmy do Liwadii, czyli miejscowości leżącej obecnie na przedmieściach Jałty, gdzie w Pałacu Potockich (pałacyk wybudował w połowie dziewiętnastego wieku polski magnat!), w 1945 roku odbyła się słynna konferencja Jałtańska. Pałac po śmierci Potockiego wykupili rosyjscy carowie i im głównie poświęcone są ekspozycje oczywiście oprócz tych poświęconych Konferencji. Dużo informacji znajdziemy też o ostatnim carze Mikołaju II Romanowie.

Naprawdę chciałoby się tam zamieszkać!

Naprawdę chciałoby się tam zamieszkać!

Stół przy którym dzielono świat.

Stół przy którym dzielono świat.

 

Taki widok miał ze swojego gabinetu ostatni car Rosji.

Taki widok miał ze swojego gabinetu ostatni car Rosji.

 

Zabawne wykończenia mebli pałacowych. Ludziom to się kiedyś chciało.

Zabawne wykończenia mebli pałacowych. Ludziom to się kiedyś chciało.

Niedoróby też się zdarzają - imitująca drewno okleina sufitu w jednej z sal.

Niedoróby też się zdarzają – imitująca drewno okleina sufitu w jednej z sal.

Opuściliśmy Liwadię. Ja miałem mieszane uczucia – byłem zachwycony pięknem tego miejsca, ale świadomość, że w tym pałacu został przypieczętowany los Polski zostawiła gorzki posmak w ustach.

Przyszła pora na Jałtę, która jest miejscem zatłoczonym, zakorkowanym, ale z ładną promenadą. Jak możecie wywnioskować szału na mnie nie zrobiła.

Towarzysz Lenin ma wzrok skierowany dokładnie na budynek ogromnego McDonalda. Ot taki kaprys i paradoks historii.

Towarzysz Lenin ma wzrok skierowany dokładnie na budynek ogromnego McDonalda. Ot taki kaprys i paradoks historii.

Na dziś to koniec. Jak sobie przeglądam te zdjęcia, to mnie szlag trafia, że u nas jesień zaczyna się pełną gębą. Ja chcę słońca, trzydziestostopniowych upałów i plaży!