“Obszar Marzyciela” Jean-Pierre Hubert

Nic tak nie przyciąga jak piersi, a piersi w malarstwie przyciągają w dwójnasób. Jean – Baptiste Greuze, “Dwie siostry”, olej na płótnie

Dobry wieczór! Chciałbym Wam opowiedzieć o książce, którą przeczytałem w lipcu roku pańskiego 2016… Tak moi drodzy takie mam zaległości w opisywaniu przeczytanych przeze mnie książek. I powiem Wam szczerze, że zaległości zamiast maleć to narastają w tempie niemalże tak samo szybkim jak rośnie dług publiczny Rzeczpospolitej Polskiej.

Continue reading

Makabryczna pamiątka po zmarłej…

Myślicie, że żyjemy w dziwnych czasach? Wydaje się Wam, że gorzej i dziwniej nigdy nie było? To przeczytajcie tę historię z roku 1925. Ludzie zarówno Ci żyjący obecnie jak i dawno zmarli nie przestaną mnie nigdy zaskakiwać…

IKC1925nr158

Zrobiłem nawet transkrypcję:)

“Jedno z pism francuskich opowiada następujący niezwykły szczegół z życia zmarłego astronoma-poety Kamila Flammariona. Oto w olbrzymiej bibliotece poety-gwiazd, złożonej z wielu setek tomów znajdowały się dwa jego własne dzieła oprawione w skórę ludzką. Historia tej osobliwej oprawy jest również niecodzienna.

Kamil Flammarion po wydaniu swojej książki ,Stella”, która zyskała ogromny sukces, został w jesieni następnego roku zaproszony na zamek do hrabiny Saint-Ange, aby mógł spokojnie pracować nad nowem dziełem.

Flammarion, który liczył wówczas zaledwie lat 30 w sercu nosił już miłość do swej przyszłej żony i w naiwności swojej nie zauważył nawet zupełnie, że hrabina jest w nim śmiertelnie zakochaną. Hrabina płonęła płomieniem miłości, tem silniejszym, tem gorętszym, że ostatnim w życiu. Ona bowiem sama tylko wiedziała, że prawdopodobnie nie przeżyje zimy. Powierzchowność jej mająca pozory pełności i świeżości, nie zdradzała tego, że hrabina chorą jest na gruźlicę i to nieuleczalnie.

Ostatniego wieczoru pobytu Flammariona na zamku, hrabina pojawiła się przed nim w głęboko wyciętej sukni. Astronom był tak zachwycony pięknością jej ramion i biustu, ze nieśmiało wyszeptał jakiś komplement.

Hrabina Saint-Ange umarła w kilka miesięcy potem, a Flammarion równocześnie z wiadomością o jej śmierci otrzymał maleńki pakunek oraz list od domowego lekarza hrabiny który brzmiał:

„Drogi Mistrzu! Spełniłem ostatnią wolę zmarłej, która pana ubóstwiała. Wzięła odemnie przysięgę, że po jej śmierci prześlę panu skórę jej biustu i pięknych ramion, ponieważ wyraził pan ostatniego wieczoru zachwyt dla nich. Ostatniem pragnieniem zmarłej było, aby pan w tę skórę oprawił “Stellę” oraz pierwszą książkę, która po śmierci hrabiny się ukaże”

Astronom z całym pietyzmem spełnił ostatnią wolę kobiety, która go kochała do szaleństwa. W skórę z pięknych ramion oprawił dzieło “Ziemia i niebo”, podczas gdy skóra przepysznego biustu wystarczyła do oprawy dla egzemplarza ,,Stelli”. Na oprawie wyryto złotemi literami „Souvenir d’une morte” (Pamiątka od zmarłej).”

Wyobrażacie sobie akcję? Kocham pana, mam ładne piersi piękną i gładką skórę, a niedługo umrę. Proszę oprawić swoje książki mną.

Ciekawe co się stało z księgozbiorem Flammariona, który kiedyś był szalenie popularnym pisarzem. (Informacje o księgozbiorze są w artykułach poniżej.)

Oczywiście zastanawiam się czy informacja jest prawdziwa, czy czasem nie jest to jakaś plotka bezmyślnie powtarzana przez dziennikarzy “Ilustrowanego Kuryera Codziennego”.

Ale od czego jest nasz dobry, kochany Wujaszek Google.

Znalazłem kilka artykułów. Tutaj link do artykułu i do innego tutaj i do jeszcze jednego tutaj i “Top 10 książek oprawionych w ludzką skórę możecie znaleźć tutaj.  Po angielsku niestety.

W artykułach tych powtarzana jest informacja, że Flammarion nigdy nie spotkał hrabiny i oprawił “TYLKO” jedną książkę w jej skórę.

Dokładniej tę:

Terres

Wersja w sieci jest bardziej oszczędna i zdecydowanie mniej romantyczna. Możliwe, że francuski dziennik, za którego śladem podaje informację “IKC” trochę ubarwił historię, aby mocniej chwytała za serce. Mnie żadna wersja za serce nie chwyta, a trzymać na półce książkę z ludzkiej skóry, nawet jeśli skóra została ofiarowana dobrowolnie po śmierci to jednak makabra.

P. S. Ciekawe czy u mnie w bibliotece jakieś starodruki mają taką oprawę?

Richard Morgieve “Niewysoki mężczyzna widziany od tyłu”

Richard Morgieve "Niewysoki..."

Richard Morgieve "Niewysoki..."

 

“Niewysokiego…” przeczytałem tak jakby przy okazji. Ot, od czasu do czasu sobie ją podczytywałem. I teraz skończyłem.

Nie powiem, że zostałem powalony i padłem zachwycony. Tak nie było, ale książka Morgieve’a jest książką przyjemną, sympatyczną, zabawną. Chyba byłaby dobrą książką na letnie popołudnie w ogrodzie, gdy wietrzyk delikatnie wieje, słoneczko sobie grzeje, ptaszek sobie śpiewieje, trawka sobie rośnieje, a ty sobie siedziejesz i pragniejesz się odprężejesz. Obok stoi sobie kufel z zimnym piwkiem/kieliszek z wódką/szklanka z jakimś łyskaczem, albo drineczek. O! W takie popołudnie “Niewysoki…” wpasowałby się idealnie. Bo i książka jest dość pozytywna w odbiorze, choć jest też smutna i przejmująca.

Historia rodzinna mająca swoje korzenie w wojennych latach, przemytniczych losach Polaka/Żyda/polskiego Żyda, do końca nie wiadomo. Ów hochsztapler robi ciemne interesy z kim się da i za co się da. Poznaje dziewczynę, córkę rzeźników z małego francuskiego miasteczka i biorą ślub. A później to już się dzieje… Wielkie bogactwo i wielka nędza. Życie na krawędzi i drobnomieszczańska cisza i spokój. Wielka miłość i wielkie awantury. Opisuje nam to wszystko najmłodszy syn owej pary, która jest niemal żywcem wzięta z awanturniczych powieści.

Polubiłem styl narracji, niemalże nieskrępowany potok słów, skojarzeń, anegdotek i żartów. Lekki i przyjemny w odbiorze, taki, który z wojennej zawieruchy potrafi zrobić nic nie znaczący przyczynek do dziejów rodzinnych. Bardzo mi się ten sposób opowiadania podobał i wielokrotnie się uśmiechałem pod nosem (napisałbym, że pod wąsem, ale wąsa nie posiadam). “Niewysoki…” to książka o miłości ponad życie, dzikiej namiętności rozpalającej zmysły do czerwoności. Opisy imprez, balów, jakie wyczyniali bracia-Słowianie robią wrażenie. Książka przynosi tęsknotę za czasami, gdy ludzie mieli szeroki gest, oszuści byli prawdziwymi dżentelmenami, a picie szampana z obcasów było obowiązkowym punktem każdej hulanki. Postacie w książce są pełnokrwiste i pełne życia, czerpią z tego życia pełnymi garściami, tak jakby jutra miało nie być.

I tak bym zapamiętał tę książkę, jako przyjemną lekturę o czerpaniu radości z życia, gdyby nie wzruszający, smutny i przejmujący opis choroby i śmierci matki narratora. Po jej śmierci dawny przemytnik, oszust, bogacz, a później biedak, pies na baby, czyli ojciec ten niewysoki mężczyzna załamuje się i powoli stacza w dół…

Całkiem ciekawa książka, ale jeśli ktoś pragnie ją przeczytać teraz, niech poczeka do letniego popołudnia…