Etiopia analogowo…

To jest Haanah - dziewięciolatka z jednej z etiopskich szkół na południu. Bardzo bystra i przesprytna dziewczyna.

To jest Haanah – dziewięciolatka z jednej z etiopskich szkół na południu. Bardzo bystra i przesprytna dziewczyna.

Od pewnego czasu zacząłem interesować się fotografią robioną przy użyciu aparatów na kliszę czy też jak niektórzy piszą i wołają – fotografią analogową. Nic więc dziwnego, że do Etiopii zabrałem mojego cudownego i przepięknego Zenita B (pierwszy aparat jaki sobie kupiłem na pewnym portalu aukcyjnym).

Continue reading

Książka o gąsienicy alkoholiczce…

Brown bottle 1

Różne książki się na świecie ukazują. Smutne, wesołe, mądre, głupie – książki są jak ludzie – różnorodne i o różnych charakterach. Dzisiaj opowiem Wam o książce dla dzieci, którą znalazł pewien bibliotekarz/bibliotekarka w małym miasteczku w Stanach Zjednoczonych. Książka nosi tytuł “The Brown Bottle” czyli “Brązowa butelka”.

Continue reading

Karel Capek “O wyobraźni”

Dziś na początek prawie końca tygodnia, tekst Capka z “Bajek i przypowiastek”. Tekst krótki, acz bardzo rozumny. Niewielki objętościowo, ale z dużym ładunkiem mądrości. Ja tak przynajmniej uważam. Poczytajcie sobie o wyobraźni…

O wyobraźni

“Kiedy pewnego dnia szewc wracał do domu, zobaczył przy nowym budynku bawiące się w piasku dzieci. Usiadł więc na kupie belek, grzał się na słońcu i patrzył.

 Był to zamek otoczony wałem i fosą, do której jeden pętak nosił wodę w kapeluszu. W ten sposób powstała budowla obronna, coś pomiędzy obozem Cezara a średniowiecznym zamkiem. Później okazało się, że trzeba pod wałem przekopać tunel, przez który mógłby przejeżdżać pociąg. Z hałasem i gwizdem kawałek drewna dojechał do środka twierdzy, gdzie był dworzec. Pasażerowie przy wysiadaniu deptali bezlitośnie po cezarowych murach. Kiedy znaleźli się w nieznanym i niezamieszkałym kraju, trzeba było wybudować z ciepłego piasku okrągłe murzyńskie lepianki. To się robi tak, że kładzie się na ziemi pięść, a na nią narzuca piasek, potem wyciąga się pięść i zostaje namiot; biada temu, kto by go dotknął. Dente et unquibus będziesz bronić swojego domu.

Panienka, która pilnowała jednego z tych chłopaczków, usiadła obok szewca i powiedziała:

— Wczoraj z tego piasku piekli racuchy, a kiedyś sprzedawali go na wagę jako mąkę i cukier.

— Myślę o tym — powiedział szewc — czym właściwie jest wyobraźnia.

Panienka utkwiła wzrok w swoim hafcie. — Wyobraźnia — powiedziała po chwili— to znaczy widzieć w ludziach i rzeczach coś innego, niż dyktuje rzeczywistość.

— Zaraz, zaraz — powiedział karcąco szewc. — Mówi tak pani dlatego, że się pani na kimś zawiodła. Bywa. Proszę popatrzyć, w nocy padało, więc budują dzisiaj z piasku tunele i zamki. Jutro piasek będzie suchy i już się z niego budować nie da. Jak pani myśli, czy dzieci powiedzą, że je piasek zawiódł i że jest do niczego? Czy też odkryją, że nadaje się do sprzedawania na wagę jako mąka albo cukier? Rozczarowanie to tylko brak wyobraźni. Wyobraźnia sobie potrafi poradzić. Zaraz, jak by to powiedzieć? Mieć fantazję to nie znaczy wyobrażać sobie coś, czym rzeczy nie są, ale coś, czym mogłyby być. Lub coś, co można by z nich zrobić. Ot, taki pędrak ma pomysł, że z piasku można budować. A ja, durny, chodzę obok kupy piasku i nie wpadnę na to. Ja i pani, panienko, tylko depczemy po piasku. Ale kiedy się człowiek zakocha, może wpaść na to, że na piasku da się pisać. Tak to jest.

Dziewczyna opuściła ręce na kolana, bo coś sobie przypomniała.

— Taki chłopaczek ciągnął dalej szewc — potrafi sobie wyobrazić, że mógłby być maszynistą, wojownikiem, podróżnikiem lub czym tam jeszcze. I ma rację, panienko. Jego cała fantazja oznacza właśnie to, że nie stłumił jeszcze w sobie tych rozmaitych możliwości. Pani też sobie czasem wyobraża, czym by pani mogła być, ale ponieważ jest pani dorosła, a więc również jest pani egoistką, myśli pani już tylko o tym, czym by pani chciała być… Nic tak nie ogranicza wyobraźni jak egoizm.

Panienka poczuła się dotknięta. — Pan myśli, że jestem egoistką?

— No. I nieszczęśliwa. I mówi pani sobie, że mogłaby pani być bogata i nie musiałaby pani służyć u ordynarnych, niesympatycznych ludzi. I mogłaby pani być dumną, piękną panią, której nikt nie odważyłby się ubliżyć. Wie pani, że naprawdę mogłaby pani tym być? Mogła. Mogłaby pani być matką siedmiorga dzieci. Lub roznosicielką gazet. Lub kurwą. Ale tego już sobie pani nie wyobraża, bo to się pani nie podoba, prawda? Niech no się pani rozejrzy dookoła, kim mogłaby pani być. Babą, która miesza wapno. Tą dziewczynką. Lub tamtą złą, brudną, zalataną kobietą. Przecież to tylko przypadek, że jest pani niańką, bo mogłoby być z pani tylu innych ludzi… I ja tak rozmyślam o tym, dlaczego ludzie są tak beznadziejnie zamknięci w tym głupim, małym przypadku swojej życiowej przygody. Z tego wszystkiego, kim mogliby być, przeżywają tylko tę jedną szczyptę, tylko to, kim przez przypadek są i to, kim chcieliby być. Nie sądzi pani, że to straszne?

Panienka wzruszyła ramionami. — Ja nie wiem — powiedziała. — Nie możemy przecież przeżyć więcej niż swoje własne życie.

— Ja wiem — powiedział szewc. — Ale powiedzmy, że oni, że ci inni, przeżywają te swoje życia za nas, wie pani? Tym, kim ja bym mógł być, jest ktoś inny. Człowiek może patrzyć na innych ludzi jako na inne możliwości samego siebie. Niech pani spróbuje. Zdziwi się pani, jak panią ludzie zaczną interesować.

— E tam — powiedziała dziewczyna – nikt się przecież nie naje kołaczem, który ktoś inny je za niego.

— Nie naje – przytaknął szewc. – Ale gdyby ludzie mieli więcej fantazji, potrafiliby się lepiej tymi kołaczami podzielić. Jeśli chcesz zrozumieć dzieci, musisz być dzieckiem. Musisz mieć w sobie nędzarza, żeby zrozumieć biednych. Niech pani zwróci uwagę, że taki chłopaczek to właściwie cała grupa mężczyzn: tkwi w nim mechanik, żołnierz, budowniczy i nie wiem, co jeszcze. A kiedy dorośnie, z tego tłumu zostanie tylko jeden człowieczek. Na Boga, gdzie się podziali ci inni? Gdziekolwiek by nie byli, są ukryci. Ale uwaga, bywa, że jeszcze nie są martwi…”

Dzień dziecka!

Dziś świętujemy! Wszyscy bez wyjątku! Nie po to przychodziliśmy na świat, by zapominać o radościach dzieciństwa.

Dlatego wszystkim dużym i małym uśmiechu, uśmiechu i jeszcze raz uśmiechu!

Mówi Wam to Charlie, który gdy odwiedza swoje rodzinne strony w oczach swej matki jest: kochanym synusiem, niewdzięcznym bachorem, mądrym Karolkiem i drobnym pijaczkiem, synem marnotrawnym i uczynnym potomkiem, opoką i ostoją na stare lata albo leniwym skurczybykiem. Zaiste rodzicielka moja zmienne nastroje ma, a może to ja?

Nic to – wszystkiego dobrego!

Demoniczne dziewczynki

Demoniczne dziewczynki

A ten rysunek pochodzi z “Głosu nauczycielskiego” z roku 1959. Nie wiem jak Wam, ale mnie na widok tych narysowanych dziewczynek włosy jeżą się na karku. Szczególnie ta pierwsza z lewej idealnie pasuje do wizerunku wampirzycy. Kreskę rysownik miał bardzo charakterystyczną.

Joanna Olczak-Ronikier “Korczak: Próba biografii”

Joanna Olczak-Ronikier "Korczak..."

Joanna Olczak-Ronikier “Korczak…”

Korczak w moim życiu funkcjonował do tej pory na zasadzie postaci mitycznej, znanego pedagoga, który zginął wraz z dziećmi, którymi się opiekował. Taki obraz wyniosłem ze szkoły. Sąd dziecięcy, nowatorskie metody wychowawcze, heroiczna śmierć i „Król Maciuś Pierwszy”. Taki schematyczny i bardzo płytki obraz Janusza Korczaka funkcjonował w mym umyśle. Och! Naiwności niemalże dziecięca, która sprawia, że spłycamy i upraszczamy tak wiele rzeczy. Na szczęście warto się Ciebie pozbywać dzięki lekturom takich książek jak opisywana poniżej.

Najsmutniejsza książka jaką przyszło mi czytać od bardzo dawna. Przeczytałem dzieje życia Korczaka z wciąż obecną w zakamarkach mego umysłu świadomością losu, jaki go spotkał. Nie udało mi się odciąć od tej wiedzy. I nawet wtedy, gdy autorka prowadziła mnie przez jego lata dziecięce z ojcem i matką, którzy jako Żydzi, walczyć musieli o uznanie w polskim środowisku. Nawet wtedy, gdy autorka poruszała interesujący moim zdaniem epizod w życiu Korczaka, który polegał na włóczeniu się po najgorszych melinach Warszawy, picia wódki z szemranym towarzystwem, nawet wtedy wciąż widziałem finalną scenę z filmu Wajdy. Świadomość końca Korczaka nie opuszczała mnie również, gdy czytałem o jego sukcesach, spełnianiu się marzeń, sławie literata, sukcesach pedagogicznych i naukowych. Zresztą sama autorka nie pozostawia nam żadnych złudzeń, co do przyszłości. Nawet w chwilach szczęśliwych, opisach dzieci, które wreszcie mogą się cieszyć życiem czai się widmo Zagłady.

W tej próbie biografii pełno jest ludzi ważnych dla Polski, ważnych dla naszej historii. Niektóre postacie nakreślone zostały bardzo wyraziście i mocno. Pełno jest również ludzi, których można określić jako ziarna, które zmielone zostały przez żarna młyna historii. Gdyby nie „Pamiętnik” i inne pisma Korczaka nikt nie pamiętałby o dzieciach, które zginęły straszną śmiercią tylko dlatego, że były małymi żydkami. Nikt nie znałby ich imion i cech, które na zawsze zostały uwiecznione przez pióro i ołówek Korczaka. I to jest w tej książce najbardziej wzruszające.

Podziwiam autorkę za styl, w jakim napisana i opowiedziana jest historia Korczaka, czyli Henryka Goldszmita. Jest rzeczowy i spokojny, ale nie suchy i beznamiętny. W sposób wyciszony i nie natarczywy prowadzi nas autorka przez kolejne siódemki lat życia pedagoga. (Ważny motyw w życiu Korczaka, który podzielił swe losy na okresy siedmioletnie). Przy okazji poznajemy świetnie nakreślony obraz społeczeństwa polskiego i problemów, które dotykały zasymilowanych Żydów. Korczak również stykał z nienawiścią i antysemityzmem, który w Polsce tuż przed wojną osiągnął naprawdę spore rozmiary. Jego reputacja wybitnego pedagoga, literata często przegrywała z atakami antyżydowskich środowisk. Dodatkowe nieprzyjemności powodował fakt, że należał do loży masońskiej (kolejna ciekawostka z życia Korczaka, o której nie miałem pojęcia). Wszystkie ataki brał na siebie i obracał na swą korzyść z właściwą sobie ironią i poczuciem humoru.

Czytałem tę książkę i byłem wzruszony. Czytałem tę książkę i byłem pełen podziwu dla siły Korczaka. Czytałem tę książkę i byłem przerażony. Czytałem tę książkę i byłem pełen bezsilnej złości na świat i ludzi. Czytałem tę książkę i obiecywałem sobie, że będę lepszym człowiekiem.  Czy coś z tych obietnic składanych samemu sobie zostanie zrealizowanych? To będę wiedział tylko ja, ale jak mawiał Stary Doktor w marzeniach tkwi siła.

P. S. Wybrałem zdjęcie okładki bez obwoluty, moim zdaniem lepiej wygląda. Bardziej pasuje do treści.

New generation…

Od czasu do czasu Charlie ma przemożną chęć i pragnienie, aby napisać coś mądrego. Tekst, który swą przenikliwością i ostrością spojrzenia na otaczający świat powali na kolana Czytelników. Nie mówię, że tym razem tak będzie. Jednak chciałem zwrócić Wam uwagę na pewne zjawisko.

Poruszę temat interesujący i na czasie. New generation. Nie chodzi mi o Pepsi Generation Next (swoją drogą pamiętacie te reklamy?) Chodzi o generację tak zwanych cyfrowych tubylców, czyli pokolenie urodzone i wychowywane w erze cyfrowych urządzeń, komputerów, komórek, Internetu. Termin ukuł dekadę temu Marc Prensky w swoim “Digital Natives, Digital Immigrants”. Od tamtej pory określenie cyfrowego tubylca i imigranta zrobiło zawrotną karierę. Zwłaszcza wśród ludzi zajmujących się edukacją, jej przyszłością oraz zmianami, które w edukacji zachodzą. Ale ja nie o tym, nie o tym.

Po Youtube krążą ostatnio filmiki z małymi dziećmi, które bawią się Ipadami, jak my kiedyś klockami. Filmiki te stały się podstawą do kolejnej fali dyskusji o pokoleniu cyfrowym. Na początek pokażę jeden z nich:

Co sądzicie o tym filmiku? Moim zdaniem ojciec trochę przesadził z tym kodowaniem OS (Operation System) dziecka. Ipad to po prostu błyszcząca, migająca, grająca zabawka. To chyba oczywiste, że jednoroczne dziecko będzie bardziej zainteresowane czymś co się rusza i reaguje na dotyk niż czymś statycznym. Wiele dziecięcych zabawek wydaje dźwięki, gdy coś się naciśnie. Ojciec jest trochę za bardzo podekscytowany i podjarany swoim odkryciem, że Jobs mu dziecko przeprogramował. Małe podrośnie, zacznie się orientować co jest co i czar kodowania pryśnie. Pozostanie jedynie oswojenie z cyfrowymi urządzaniami.

Z ręką na sercu przyznaję, że przeczytałem dziesiątki komentarzy pod tym filmikiem. Nie było to łatwe zadanie. Oddzielanie ziarna od plew to prawdziwa mordęga. Zaprawdę powiadam Wam, moderatorzy na forach internetowych mają ciężkie zadanie i powinni dostawać dodatki za pracę w ciężkich warunkach. Osiemdziesiąt procent komentarzy nie dotyczyła absolutnie tematu filmiku, czyli podejścia dziecka do gazety, jako zepsutego Ipada. Komentarze wykpiwały umiejętność nagrywania filmu (zamiast w normalnej pozycji film jest nakręcony pod złym kątem), inne wyśmiewały Jobsa i produkty firmy Apple. Jeszcze inne broniły tych produktów. Większość to pewnie zwykły trolling, jednak czytanie bolało. Zdarzały się nawet komentarze, że Ipady uchronią środowisko naturalne przed degradacją, bo czytanie książek i czasopism na tablecie oszczędza drzewa (!). Zaledwie kilka przeczytanych przeze mnie komentarzy poruszało problem oswojenia się dziecka z cyfrowym światem. Z tych kilku większość wyrażała podobną opinię do mojej. Kilka mocno beształa młodego ojca za nadmierną ekscytację i brakiem podstawowych informacji o wychowaniu dzieci. Moim zdaniem z tego filmiku wniosków o przeprogramowaniu OS dziecka nie można wyciągnąć.

Takie wnioski mogą pojawić się po obejrzeniu następnego filmu:

Tutaj mamy dwuletniego dzieciaczka, który “bawi” się swoim Ipadem. Tak przynajmniej w opisie podał autor filmiku. Nawiążę do komentarzy, których również przejrzałem mnóstwo. Zaczynam się poważnie obawiać o swoje zdrowie psychiczne. Ludzie są straszni, gdy myślą, że są anonimowi. A przecież w Googlach już prywatności nie ma! Komentarze poruszały w kolejności: powątpiewanie w wiek dziecka, które dopiero co skończyło 2 latka, wyśmiewanie się z imienia chłopczyka, które brzmi Bridger. Mamy jeszcze falę komentarzy od wielbicieli Apple i ich przeciwników. Na szczęście pojawiają się również głosy w miarę poważnej dyskusji. Jedni użytkownicy martwią się o dzieciaka, który nie wychodzi na zewnątrz, a rodzice powinni mu kupić kredki, bo dzieciak będzie nienormalny, gdyż za dużo czasu spędza przed tabletem, a nie na zewnątrz. Inni internauci walczą z tą opinią wskazując prosty fakt, że filmik ma zaledwie kilka minut, nie wiemy jak dziecko jest wychowywane i czy Ipad jest dla Bridgera całym życiem. I żeby przestali atakować ojca, jako nerda i freaka, bo kupił młodemu (bardziej sobie) Ipada. Czytanie komentarzy to droga przez mękę:)

Co ja o tym filmiku myślę? W przeciwieństwie do tego pierwszego mamy tutaj świadome korzystanie z urządzenia zwanego Ipadem. Użytkownik jest prawdopodobnie w wieku lat dwóch. I choć ma rzeczywiście dziwne imię śmiga po Ipadzie bardzo sprawnie i bez problemów. Potrafi uruchamiać aplikacje przeznaczone do kompletnie różnych rzeczy. Rysowanie, odtwarzanie filmów video, włączenie multimedialnej bajeczki. Co o tym myśleć? Parafrazując powiedzenie Starków z “Gry o tron” powiem tyle, “FUTURE IS COMING”. Nie jestem pediatrą, nie znam się na dzieciakach, ale wydaje mi się, że  takie rzeczy będą się działy i to jest naturalna konsekwencja dorastania w cyfrowym świcie. Kto wie z jakich urządzeń będzie korzystał Bridger, gdy będzie nastolatkiem. Ja w wieku 2 lat biegałem w tetrowych pieluchach, w kraju socjalistycznej szczęśliwości i bawiłem się, tym co było pod ręką. W wieku piętnastu lat biegałem (już nie w pieluchach) do kumpli na Internet z modemu:). I też pewnie moim rodzicom nie śniło się, że po pierwsze będę dorastał w wolnej Polsce, a po drugie, że będą mogli do mnie dzwonić z każdego miejsca naszego pięknego kraju. Kolejna uwaga – dzieci lepiej łapią wszelkie nowinki technologiczne niż dorośli. Ja sam pamiętam, że w domu mym rodzinnym, byłem jedyną osobą, która potrafiła obsługiwać magnetowid (programować kanały, programować nagrywanie, czy też ustawić zegarek:), dodam, że nauczyłem się tego bez żadnej instrukcji, bo była ona w języku germańskim. Bridger należy już do nowego, czy wspaniałego, świata, tego nie jestem w stanie określić.

Jako bibliotekarz mogę tylko stwierdzić, że trzeba wyjść z podniesionym czołem i stawić czoła przyszłości tak, jak Starkowie stawiają czoła zimie. (Nie żebym nawoływał do walki z przyszłością:) Uważam, że nie należy się jej bać, trzeba ją adaptować i przyswajać. Bo ja również należę do cyfrowych tubylców, ale czuję, że między mną, a Bridgerem rośnie przepaść, której nie chciałbym pogłębiać.

To tyle od mnie:)

P. S. Przebrnąwszy przez niezliczone komentarze znalazłem wpis o tak zwanym “United States Patent 6506148″. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale sam fakt, że istnieje metoda pozwalająca na manipulację ludzkim systemem nerwowym za pomocą zmiennego pola elektromagnetycznego z monitorów i TV brzmi strasznie. Patent dotyczy wyżej wspomnianej metody manipulacji obrazem video w taki sposób, by emitować określoną częstotliwość oddziałującą na nasz mózg!, Patent dotyczy również programu komputerowego i jego różnych wersji, który pozwala na ingerencję w system nerwowy osoby znajdującej się blisko monitora. Można go sobie zakupić i stosować. Badania potwierdziły, jakąś tam skuteczność! Nie jestem panikarzem, ale nie brzmi to zbyt przyjemnie.

Internety, internety

Po światłowodach w każdej sekundzie płyną miliardy informacji. Jedne są ważne, inne nie, jedne śmieszne, inne smutne. Chciałem się podzielić niektórymi śmiesznymi zdjęciami, wyszperanymi w sieci. Niektóre z nich to suchary, pewnie już wszyscy widzieli. Ale wciąż mnie śmieszą. Zaczniemy od zdjęcia, w którym widać, że niektórych zima bardzo, ale to bardzo cieszy, nawet jeśli nastąpiła nadinterpretacja wrażeń zmysłowych:

Cocaine. So much cocaine.

Cocaine. So much cocaine.

Piękny koteczek.

Teraz obrazek w stylu WTF? albo może trochę grzeczniej: O co chodzi?

WTF?

WTF?

Dzieci to najsłodszy temat:

Mniam, mniam

Mniam, mniam

Dzieci to nasza przyszłość oraz skarby, to przecież one będą zapier… pracować na nasze emerytury. Dlatego uczmy je prawidłowych postaw i dobrego zachowania. Tak jak tutaj w przypadku małej Heather, która napisała list do dziadka, przepraszając go za nieobecność na jego… pogrzebie :)

Przepraszam dziadku.

Przepraszam dziadku.

List jest przesłodki dzięki swej dziecięcej naiwności. Dziewczynka przeprasza za nieobecność na pogrzebie, pyta się dziadka jak spędził święta. Pyta się również jak to jest mieć własny grób i mówi, że pewnie dziadka roznosi duma bo ona sama byłaby dumna z posiadania grobu z własnym imieniem. Na koniec mówi, że jak ona sama umrze to dziadka odwiedzi. Post scriptum to rozbrajające pytanie o rodzaj świąt jakie ma się, kiedy się umrze. Boskie!

A teraz przejdziemy do tematów około bibliotecznych, szeroko związanych z książką oraz bibliotekami. Ale wciąż pamiętając o dzieciach:

List od młodej czytelniczki, która zaniepokojona stanem swojej biblioteki, dzieli się swoimi pieniążkami. Wzruszające. To się nazywa wierny i oddany czytelnik! I to już od najmłodszych lat!

Wierny czytelnik

Wierny czytelnik

A teraz coś dla wzrokowców, jakość zdjęcia nie najlepsza ale co poniektórzy może się nabrali.

Książka

Książka

Last but not least:

Books

Books

To się nazywa łyk literatury.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z serwisu theChive