Stanisław Ignacy Witkiewicz “Nikotyna. Alkohol. Kokaina. Peyotl. Morfina. Eter + Appendix”

Witkacy "Nikotyna..."

Witkacy “Nikotyna…”

Po lekturę sięgnąłem zupełnie przez przypadek. Przeglądałem sobie “Wiadomości Literackie” z trzydziestego któregoś roku i natrafiłem tam na recenzję tej książki. Oprócz interesującego tytułu, sama recenzja była dosyć ciekawa. Znając legendę Witkacego, którą nam się wpaja w szkole postanowiłem sprawdzić co też mistrz Czystej Formy napisał o swoich doświadczeniach ze środkami odurzającymi. Znalazłem książkę w mojej bibliotece, ale tu pierwsza ciekawostka: została wydana ponownie w 1979 roku. Pod nieco (nieco?!) zmienionym tytułem “Narkotyki”. Widocznie pierwotny tytuł był za długi a może zbyt hmm… niemoralny. Dodatkowo “Nikotyna…” została w ’79 wydana wspólnie z późniejszą książką Witkacego to jest “Niemytymi duszami”. Nie wiem dlaczego, bo to trochę zupełnie inne książki. Od razu przyznaję się, że “Niemytych dusz” nie przeczytałem. Trochę za ciężkie wydały mi się. Może podejdę do nich kiedyś tam. Wracając do “Nikotyny…” – jest to zbiór esejów, w których Witkacy opisuje różne środki odurzające wraz z negatywnymi i “pozytywnymi” skutkami. Nie wszystkie narkotyki opisał Witkacy. Rozdział o morfinie napisał Bohdan Filipowski, a rozdział o eterze dr Dezydery Prokopowicz.

Pierwszy esej dotyczy nikotyny czyli najpowszechniej występującej używki. Zarówno osiemdziesiąt lat temu jak i dziś nikotyna rządzi! W rozdziale tym Witkacy jedzie po palaczach jak po burej suce. Z tekstu przebrzmiewa nienawiść do nikotyny i tytoniu (choć sam Witkacy palił). Autor nie zostawia na papierosach i palaczach suchej nitki. Nałogowi palacze niezdolni są do tworzenia wzniosłych rzeczy, gdyż nikotyna tępi w nich poczucie wyższych celów, zabiera wyczucie smaku oraz kradnie poczucie celowości istnienia. Zamieniając człowieka w “bezmyślny, galaretowaty twór…” Palacze według Witkacego zostają ogłupieni przez trujące zielsko, tracą odwagę, zamieniają się w automaty. Do tego dochodzi fizyczne uzależnienie, które objawia się poprzez wiele różnych zaburzeń w funkcjonowaniu organizmu. Jak napisał Witkacy “Ci, którzy mówią, że bez palenia się rano wy-tego nie mogą, niech spróbują jeść śliwki i robić gimnastykę Mullera, a zobaczą”. Podobno palacze tak mają. Przesłanie rozdziału jest jasne – rzućcie fajki i to natychmiast! Jeśli chcecie być pełnowartościowymi członkami społeczeństwa! Albo palcie z przerwami długimi.

Alkohol. Ten rozdział Charlie czytał z ogromnym zaciekawieniem, bo choć nikotynę zna to nigdy nie zażywał jej w jakiś poważniejszych ilościach. Natomiast znając legendę Witkacego oraz swoje własne doświadczenia byłem ciekaw co też mistrzu napisał o alko. No i dostaje się też tutaj wódzie, głównie niej bo piwko dla smaku Witkacy nawet zaleca. Alkohol daje złudzenia siły, odwagi, nieskończonych możliwości jednak są to złudzenia. Człowiekowi wydaje się, że po wódzie może dużo a tak naprawdę jego otumaniony umysł podpowiada mu to co chce myśleć. Wóda powoduje zbydlęcenie społeczeństwa, sprawia, że z ludzi wyłażą ich najgorsze cechy. Witkacy postuluje bezwzględną walkę z alkoholem i nikotyną. Twierdzi, że tylko całkowite odcięcie społeczeństwa od tych używek może uratować ludzkość. Ludzkość, która powoli się degeneruje, a każde następne pokolenie jest gorsze od poprzedniego. Witkacy pisze, że “papierosik i wódeczka, te dwa pozorne niewiniątka, kryjące się pod maskami przyjemnych dziewczynek zgniłe mordy zakazanych prostytutek.” łatwo doprowadzą ludzkość do zguby. Trudno nie zgodzić się z autorem, ale jednocześnie Witkacy pisze, że czasem wódzia pomaga rozwinąć skrzydła i jeśli już ktoś musi pić to niech to robią artyści i pisarze. Trochę taki niekonsekwentny jest w swoich osądach.

Kokaina. Oj, tutaj o białym jadzie Witkacy pisze z największą nienawiścią. Sam przyznaje się, że zdarzały mu się kokainowe jazdy ale nie jest z nich dumny i pragnie oszczędzić szczegółów czytelnikom. “Coco” według niego to zabójcza trucizna, która bardzo szybko zniszczy człowieka. Rozdział ciekawy, bo pokazuje, że kokaina była kiedyś całkiem popularnym środkiem odurzającym. Dziś chyba tak nie jest, a może to tylko ja nie zdaję sobie z tego sprawy.

Peyotl. O i tu rozdział najciekawszy. Witkacy opisuje w nim swoje wizje jakich zaznał po zażyciu peyotlu. Są naprawdę zaskakujące i fascynujące. Zresztą ten środek odurzający Witkacy traktuje najłagodniej i nawet zachęca czytelników, by prędzej zrezygnowali z wódy, kokainy, papierochów, a skupili się na peyotlu. Zastanawiam się czy obecnie łatwo jest dostać ten narkotyk. Chyba trzeba się przejechać do Meksyku, a na to Charliego nie jest stać.

Morfina. Rozdział bardzo dobrze napisany, profesjonalnie opisuje skutki zażywania morfiny i nałogu. Poważny w swej wymowie. To samo dotyczy eteru, napisanego przez doktora, który opisuje swoje własne doświadczenia z eterem. Całkiem interesujące zresztą.

Appendix. No tutaj Witkacy zaszalał. Mamy w tym rozdziale porady dotyczące prawidłowego mycia się, golenia, gimnastykowania, nawet przepisy syropów na kaszel. Interesujący rozdział daje spojrzenie na czasy Witkacemu współczesne i podejście ludzi do spraw higieny osobistej.

Ogólnie “dziełko” jak sam Witkacy pisze o tej książce, jest bardzo ciekawe. Napisane w jego stylu, mnóstwo interesujących słów, bardzo zabawna książka, często się uśmiechałem. Lecz przez cały czas trwania lektury przebija się ogromny pesymizm autora, który twierdzi, że cywilizacja sięgnęła dna i już tylko czeka ją krok od przepaści. Dobrym prorokiem okazał się Witkacy. Z kart książki przebija również wielka niechęć Witkacego do kultury masowej. Uważa on ją za tak płytką, że płytszą już być nie może. Oj, gdyby Witkac żył w naszych czasach to chyba oszalałby z rozpaczy.

P. S. Ciekawostka. Charlie wykrył interwencję cenzury w wydaniu z roku ’79. Otóż w rozdziale poświęconym alkoholowi mamy taki fragment: “Mało kto zatrzyma się po trzech kolejkach. Przeważnie […] dojeżdża się do samego dna,…”. Zaciekawiły mnie te kwadraciki oznaczające pominięcie fragmentu tekstu. Na szczęście wydanie z lat trzydziestych zostało zdigitalizowane i jest dostępne na stronach Kujawsko – Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej. W oryginale w pominiętym fragmencie mamy “Mało kto zatrzyma się po trzech kolejkach. Przeważnie (jest to typ pijaka rosyjskiego) dojeżdża się do samego dna,…”. Może to niewiele ale daje do myślenia o wolności słowa za komuny gdzie nie wolno było o bratnim narodzie pisać, że to pijacy.

Tutaj link do oryginału: “Nikotyna…”

Biblioteki cyfrowe to cudowna rzecz, zachęcam do szukania, przeglądania zasobów Federacji Bibliotek Cyfrowych. Mnóstwo ciekawych rzeczy, ogromna ilość zdigitalizowanych zbiorów, całkowicie za darmo!

5 thoughts on “Stanisław Ignacy Witkiewicz “Nikotyna. Alkohol. Kokaina. Peyotl. Morfina. Eter + Appendix”

    • Mój drogi/droga A Ty Jak Kurwa Masz Na Imię, przyznam się szczerze, że trochę się wahałem czy zatwierdzić Twój komentarz, bo przecież jestem administratorem swego bloga i mogę zatwierdzać co mi się żywnie podoba. Jednak doszedłem do wniosku, że panuje w Sieci wolność słowa i każdy ma prawo wyrażać swoją opinię.

      Uważam również, że krytyka jest rzeczą cenną i odpowiednio użyta może przynieść same korzyści -zarówno dla krytykującego jak i krytykowanego. Z Twojego komentarza wnioskuję, że raczej moja recenzja nie przypadła Ci do gustu. Przymiotnik chujowy używany jest w języku polskim jako synonim słów: kiepski, beznadziejny, zjebany, do dupy, bez sensu. Gdy zaczynałem pisać tego bloga, na samym początku określiłem, że zamieszczane tutaj opinie są mocno subiektywne. To znaczy, że odzwierciedlają one moje własne przekonania, odczucia, wrażenia. Jeśli coś zamieściłem na blogu, to byłem pewien, że chcę aby WSZYSCY użytkownicy Sieci mogli się z opinią, recenzją zapoznać. Dlatego szanuję Twoje prawo do posiadania własnego zdania na temat tej akurat recenzji książki Witkiewicza. Chciałbym jednak poznać jakieś bardziej rzeczowe argumenty dlaczego recenzja Ci się nie spodobała. Być może Twoje cenne rady sprawią, że stanę się lepszym blogerem, a może nawet człowiekiem.

      Z bibliotekarskim pozdrowieniem

      Charlie

      • Sorry charlie. Jak się pewnych kwestii doświadczy o których piszę Witkacy w swojej książce, to czasami można trochę za bardzo rozregulować sobie łeb i stać się bardzo podejrzliwym, wiadomo, że społecznie akceptowalne używki to alkohol i nikotyna. Nie wiem nie czytałem tej książki i nie będę czytał, ale mogę powiedzieć, że znam ją na wylot:) Można powiedzieć, że sam ją napisałem. Są ludzie, którzy ograniczają swoje doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi tylko do alkoholu i nikotyny i ok, na pewno kiedyś było ich wię cej. A są też tacy, którzy przełamują strach przed złowrogim słowem “narkotyk”. Ale w sumie co to jest ten narkotyk?alkohol etylowy, nikotyna, marihuana, psylocybina, kwas LSD, amfetamina, heroina, kokaina, kofeina, tauryna, meskalina, eter, benzodiazepina, no nie da się tego wszystkiego spisać. Poza tym no też nie wszystkiego trzeba doświadczać akurat na swojej własnej skórze, a w zasadzie głowie. Teraz przy nieograniczonej niczym możliwości, jakie daje współczesny świat, każdy może być Witkacym, artystą fotografem, malarzem, aktorem, reżyserem, scenarzystą, no po prostu wszystkim. wszystko można kupić, spróbować, doświadczyć i bardzo dobrze. Nasza chwila tutaj na ziemi jest krótka, potem i tak się wraca do nieba i chyba dobrze przeżyć to życie intensywnie, bo życie takie jest, chociaż niektórzy cenią sobie spokój, bezpieczeństwo i ciepło domowego ogniska. Tylko co jeśli to ciepło domowego ogniska zdmuchnie tornado? zaleje fala wezbraniowa? zburzy trzęsienie ziemi? itp. itd. Ciężko tu się połapać w tym wszystkim. Aha i tak by the way to po kaktusy nie trzeba lecieć do meksyku. “Kaktusy są za każdym rogiem”:) Pozdrawiam

  1. Wulgaryzmy w pierwszym komentarzu Witkacego i Twoja odpowiedź z klasą, skłoniły mnie do podzielenia się ciekawym, być może znanym już linkiem http://nicalbonic.blox.pl/2011/08/SLOWNIK-DZENTELMENA-czyli-Oddal-sie-stad-jak.html Co prawda, jak wynika z części odpowiedzi, którą pozwolę sobie zacytować: “Przymiotnik chujowy używany jest w języku polskim jako synonim słów: kiepski, beznadziejny, zjebany, do dupy, bez sensu”;)))) Autor tego bloga ma bogaty zasób synonimów i poczucie humoru, tak więc słownik może sobie darować, to jednak może komuś innemu się przyda;). Tak nawiasem mówiąc, ilekroć czytam, tylekroć nie mogę powstrzymać uśmiechu;)

    • Cieszę się, że się podoba moja odpowiedź. Dzięki wielkie za linka, blog interesujący. Słownik dżentelmena postaram się stosować, bo przecież człowiek wykształcony ze mnie jest:D i mięsem rzucać nie przystoi:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook