“Przekłady najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich”

Biję się w piersi, kajam się przed Wami, bom zapomniał o “Książkach najgorszych” z “Wiadomości Literackich”, ale na usprawiedliwienie dodam, że w kilku numerach z 1925 roku “Książki najgorsze się nie pojawiły”. Czy to znak, że w roku 1925 literatura polska przestała wypuszczać na świat poronione płody domorosłych literatów? Chyba raczej redakcja czasopisma zrezygnowała z tej rubryki. Ale pojawiła się jaskółka nadziei, bo znalazłem jeden artykuł zatytułowany “Przekłady najgorsze” i dotyczy właśnie jednego tłumaczenia “Ballad” Fryderyka Shillera” w przekładzie Stanisława Kaczkowskiego.

WL1925nr14I
WL1925nr14Ib

Przekłady najgorsze

Fryderyk Schiller. Ballady. Przełożył Stanisław Kaczkowski. Łódź, 1924; str. 47 i  1nl.

“Dlaczego na tytułowej stronie zbiorku ballad p. Stanisława Kaczkowskiego, wydrukowano „Fryderyk Schiller”, a autor figuruje jedynie jako tłumacz – niewiadomo. Pewne jest tylko, że Fryderyk Schiller, gdyby żył, wytoczyłby p. Kaczkowskiemu proces o bezprawne używanie jego nazwiska.

Jakto, więc to ma być Schiller? Ten wielki romantyk, poeta, którego nazwisko znajduje się pośród największych talentów XIX stulecia który chlubą okrył poezję niemiecką, i którego w jego ojczyźnie może jeden Goethe, jako poeta, przewyższył; ten Schiller, którym każą się nam w szkole zachwycać, pisał tak straszliwie niezgrabne głupstwa? Czy może ballady Schillera zawsze należało traktować jako utwory humorystyczne? Bo inaczej, niż humorystycznemi, nie można nazwać przekładów p. Kaczkowskiego.

Wiersz straszliwy. Jak gdyby ktoś, kto nigdy nie miał do czynienia z poezją, zawziął się klecić rymy. Skróty, nieistniejące w języku polskim, jak „spojrzał w spód” zamiast „spojrzał w dół”, kończenie wierszy dziwnemi, źle użytemi przysłówkami, jak np.: „ten puhar złoty rzucam wraz”, używanie fałszywie skróconych form przymiotnikowych: „z. trwogi głuch” — a wszystko to dla rymu, który, niestety, w poezji jest konieczny,— oto metody wierszowania p. Kaczkowskiego. Przekłady jego roją się od błędów gramatycznych; za przykład służyć może następujące zdanie z ballady „Żórawie Ibikusa”:

„A gdzie u ludzi włosów zwoje

Przyjemnie ocieniają czół (?),

Tam żmije wyprężają w kół (?)

 Jadem nabrzękłe brzuchy swoje”.

Niezmiernie zabawnie brzmi po polsku rozmówka wyrodka (tyrana) Dioniza z Damonem w balladzie „Poręka” (przypuszczalnie — sądząc z tytułu — ,,Die Bürgschaft”):

„Coś chciał uczynić”? tyran wrzasł.

 A mściciel na to odrzekł wraz:

„Miasto uwolnić od wyrodka (?)”

 „Śmierć cię na krzyżu za to spotka”

 Nazwać tyrana — „wyrodkiem” świadczy o zbyt daleko posuniętej beztrosce tłumacza.

Jednakże błędy znaczeniowe i gramatyczne, skróty, przekręcone wyrazy i inne podobne machinacje nie wystarczyły p. Kaczkowskiemu. Widocznie Schiller ma język tak niezmiernie wyszukany, że ballad jego nie można przełożyć na polski bez uciekania się do „neologizmów” Czytamy w balladzie „Walka ze smokiem”:

„Dosiadam potem, gdyż stał zbliska,

Wyćwiczonego swego ciska”.

Ponieważ wyrazu „cisek” nie znamy, sprawdzamy w oryginale i znajdujemy dobrze znany wyraz „Rappenn. Na pytanie, dlaczego „Cisek” ma oznaczać konia, odpowiedź daje objaśnienie autora, które przytaczamy dosłownie: „Walka ze smokiem”. W. 164: „ciska” zam. „cisaka” neologizm na wzór „siwka”.

A więc nazwa dla konia „cisak” jest nie dosyć oryginalna, musi być koniecznie „cisek”, bo inaczej nic byłoby neologizmu. A coby było, gdyby „cisek” przypadkiem nie stał „zbliska”? Wziąłby w łeb nie tylko piękny neologizm, ale z nim cała ballada, bo dzielnemu rycerzowi nie udałoby się dosiąść konia, a więc zwalczyć i uwolnić kraj od potwora. Możeby to było z pożytkiem dla czytelników.

 Sam fakt wydania po polsku najbardziej znanych i czytywanych przy nauce literatury niemieckiej ballad Schillera wzbudza obawę, że przekłady p. Kaczkowskiego prędko zawędrują do szkół tem bardziej, że niska cena książeczki (40 groszy), zły papier i brzydki wygląd będą temu sprzyjały.”

Artykuł pochodzi z Wiadomości Literackich, nr 1, 4 stycznia 1925 roku.

A gdyby ktoś chciał poczytać sobie “Ballady” w przekładzie pana Kaczkowskiego można je znaleźć w Bibliotece Jagiellońskiej. O tu

Znalezione tradycyjnie w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.

6 thoughts on ““Przekłady najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich”

  1. Genialny wstęp :)
    Najlepsze jednak jest to, że przekład trafił do Jagiellonki i istnieje w katalogu :D

      • Tłumaczenie, zwłaszcza poezji, to ciężki i często niewdzięczny zawód, myślę, że pan Kaczkowski się o tym przekonał. Miejmy nadzieję, że na tym jednym dziele poprzestał i spełniał się dalej na akims innym polu. Ale problem z grafomanami jest taki, że często nie dają się łatwo przekonać, że śpiewać jednak nie każdy może..

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook