Ukraińcy wciąż dzielnie walczą o swój kraj. Niestety świat powoli się od nich odwraca, ale ja wciąż nadzieję mam, że może jednak się ogarną ludzie z zachodu i zrozumieją jakim zagrożeniem są ruscy.

Melchior Wańkowicz (pierwszy z lewej) i mężczyzna niezidentyfikowany; stoją na kładce przechodzącej przez moczary. Wileńszczyzna. Źródło: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/jednostka/37144622

A dzisiaj będzie o książce, której wybrany reportaż jest na liście lektur obowiązkowych w szkole podstawowej w klasie ósmej, bodajże. I cóż Wam powiem moi drodzy. Ja przy lekturze tej książki bawiłem się wyśmienicie, co widać po zaznaczeniach wszelakich. Wszak rzadko kiedy odczuwam potrzebę takiego wielkiego zaznaczania, ale tutaj było kilka bardzo świetnych ciekawostek. Niemniej uważam, że ta książka w wśród lektur obowiązkowych to jakieś nieporozumienie.

Pięcioosobowa grupa – na tylnym siedzeniu samochodu Melchior Wańkowicz, za samochodem dwaj niezidentyfikowani mężczyźni jadący jednokonnym wozem, wiejską drogą. W tle młodniak. Źródło: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/jednostka/37144614

Zacznę od tego, że nie czytałem wcześniej owych ni to reportaży, ni to gawęd, ni to felietonów. Jestem zupełnie na świeżo, a z Wańkowicza kojarzę jakieś fragmenty i oczywiście „Szkice spod Monte Cassino”, które chyba za moich czasów było lekturą obowiązkową, ale nie pamiętam tego.

Wańkowicz pod Monte Cassino. Źródło: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/jednostka/5953345

I po pierwsze – ja się dobrze bawiłem podczas czytania – zwłaszcza, że na pierwszej stronie pada piękne zdanie „Skąd ja skurwysynowi świeżego masła wezmę?” A później jest tylko lepiej (może mniej przekleństwa, ale za to więcej alkoholi i płci pięknej). Wańkowicz opisuje trochę swojego dzieciństwa, trochę lat studenckich, jest okres międzywojenny w postaci podróży dziewiczym rejsem statku „Batory”, są wspomnienia wojenne i te z emigracji w Ameryce, a także z Polski w postaci ostatniego rozdziału „Nasza kamienica” – mamy więc baaardzo szeroki przekrój czasów, postaci, wydarzeń, okoliczności.

Statek pasażerski m/s „Batory”. Źródło: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/jednostka/5940741

Autor opisuje świat z pozycji zamożnego ziemiaństwa, które poza tradycją wielopokoleniową ma również wielopokoleniowy majątek i to czuć. Nie ukrywa, że był bawidamkiem, urwipołciem, dandysem co to za hajs rodziny baluje po całej carskiej Rosji, ale robi to w sposób naprawdę zabawny i urzekający. Wańkowicz to mistrz słowa polskiego. Erudyta, wygadany, wyszczekany, pełen bon motów, zabawnych powiedzonek i przypowiastek. Chłop sypie garściami opowiastki. I robi to świetnie i zabawnie. Tylko czy to jest zabawne dla dzisiejszych czternastoletnich dziewcząt i chłopców? Czy mogą one i oni odkryć jakąś nić wspólnoty? Z dzisiejszej perspektywy książka Wańkowicza tchnie dawną obyczajowością, klasowością, uprzedzeniami do kobiet (nawet można powiedzieć, że zahacza o mizoginię), cudzoziemców, biedniejszych warstw społeczeństwa.

Siedmioosobowa grupa mężczyzn – ziemian w strojach sportowych, ze strzelbami; siedzą i stoją na ganku dworu, pozują do fotografii. Pierwszy w lewej to Melchior Wańkowicz (1892-1974). Na pierwszym planie cztery psy. Źródło: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/jednostka/37145753

Powtarzam dla mnie ta książka była bardzo ciekawą i zabawną lekturą, ale ja już mam kurde czterdzieści lat i jakiś tam bagaż doświadczeń za mną. I potrafię docenić zabawy słowem, gawędziarstwo, obyczajowe niuanse dawnej Polski i wydaje mi się, że rozumiem tamten świat, którego już nie ma. Podejrzewam, że gdyby mi tę książkę kazano czytać w podstawówce to byłbym co najmniej zniesmaczony, o ile nie znudzony. A ja podstawówkę kończyłem już jakiś czas temu. To co powiedzieć o współczesnych dzieciakach. W wykazie lektur zaznaczono, że do przeczytania jest wybrany reportaż. I zastanawiam się (a i też popytam), które reportaże wybierają nauczyciele – czy te ze szczenięcych lat Wańkowicza, o jego wybrykach szkolnych i studenckich i o onanizmie, czy te o Kubie i podróży statkiem i prostytutkach, czy te o domu publicznym w Maroko, a może te w których Wańkowicz wspomina, że polscy żołnierze za puszkę konserw mogli mieć dowolną Włoszkę? A może to o piciu wszelakich alkoholi na czele z mocarnym trunkiem aptekarza z Połągi TRISZ DIVINIS, która to nalewka niejednego położyła. A wystarczy wpisać w Internetach TUTAJ możecie sobie trochę o niej poczytać więcej.

Kilkunastoosobowa grupa młodych mężczyzn w mundurach; stoją i siedzą nad brzegiem rzeki, pozują do fotografii. Pomiędzy nimi stoi Melchior Wańkowicz (1892-1974) z psem Gawłem. Po prawej pod drzewami widoczna łódka. Źródło: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/jednostka/-/jednostka/37145756

Podsumowując – ja z książki zadowolony jestem, choć i słownictwo w niej ciut przestarzałe i dobrze byłoby co nieco wyjaśnić, ale ja czytałem wydanie z lat 80-tych, a z tego co w sieci wyszperałem jest już takie z objaśnieniami. Chciałbym je zobaczyć i porównać. Polecam książkę, ale na zasadzie ciekawostki i tego jak można pisać o wielu, wielu sprawach i jak bogate można mieć doświadczenia. Zdecydowanym jestem przeciwnikiem obecności tej książki w wykazie lektur. Już za moich czasów szkolnych to była ramotka, a teraz jest tylko gorzej. Najlepszy dla mnie rozdział to „Nasza kamienica”, gdzie mam nadzieję w sposób szczery Wańkowicz opisuje ciężki los lokatorów, a zwłaszcza dzieciaków, których tam była cała chmara. Metody wychowawcze tam pokazane są przerażające z dzisiejszej perspektywy. Niemniej teksty z rozdziału chwytają za serducho tak samo jak z poprzedniego „Kto by to widzioł?… W amerykański ziemi?…”. Polecam, ale z niejakim wahaniem.

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Connect with Facebook

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.