Max Brooks “Wojna zombie”

Moi drodzy czytelnicy wierzycie w zombie? Uważacie, że żywi mogą powstać z martwych i z apetytem zabrać się za wasze mózgi albo wnętrzności? Ja w zombie nie wierzę, ale w jakiś dziwny i niewytłumaczalny sposób darzę sympatią wszelkie horrory z żywymi trupami. Pamiętam jak dziś, gdy obejrzałem pierwszy film z tego gatunku. Niestety nie pamiętam ile lat miałem naonczas. Mogłem mieć niewiele ponad dziesięć wiosen. Film obejrzałem na czarno-białym turystycznym telewizorku podczas wakacji. Pamiętacie takie telewizorki? Czerwona obudowa, antena i obraz w jakości wyświetlacza Nokii 3310. Dla dzieciaka wystarczyło i bałem się jak cholera. A film to był „Powrót żywych trupów”, zombiaki wcale nie były takie do jakich przyzwyczaił wielu ludzi Romero, bo gadały i były szybkie (tego nie wiedziałem, bo film Romero obejrzałem znacznie później). Z filmu frazy „Send more cops” czy „Send more paramedics” utkwiły mi w głowie, w mózgu po wsze czasy.

Opuśćmy już krainę dziecięcych cudownych wspomnień. Wielu z Was wie czym jest zombie. To żywy trup, który pożera ludzi. Nie będę Wam tu kreślił historii tego jakże ostatnio popularnego motywu w popkulturze. Po co Wam wiedzieć o Haiti i magii voodoo, która pozwalała tworzyć własną armię zombiaków. O ludziach, którzy zapadali w śpiączkę i uznawani za zmarłych chowani byli płytko i później wygrzebywali się z ziemi niczym zwiastuny nadchodzącej zagłady. Zombie to trochę takie ghoule, tylko jedzące żywych. To wszystko Wam niepotrzebne, bo to już wiecie. A czego nie wiecie? Otóż nie wiecie, że Wojna z Zombie odbyła się. Co prawda tylko na kartach książki pana Brooksa. Nie zmienia to jednak faktu, że pan Brooks bardzo, ale to bardzo realistycznie napisał o globalnym konflikcie z żywymi trupami.

Odłóżcie na chwilę racjonalizm i wrodzony sceptycyzm. Wyobraźcie sobie, że w Chinach pojawia się „pacjent ZERO”. Pierwszy osobnik zarażony dziwną chorobą, która zamienia go w krwiożerczą bestię. Z ust toczy krwawą pianę, warczy i jęczy. Nie jest to zwykła wścieklizna ani nawet niezwykła wścieklizna. „Pacjent ZERO” jest bowiem martwy. I bardzo skłonny do podzielenia się tajemniczą chorobą z innymi. Wkrótce na całym świecie pojawią się doniesienia o przypadkach podobnych do „Pacjenta ZERO”. Rządy wielu państw zbagatelizują sprawę i ukryją zagrożenie przed obywatelami. Nietrudno się domyśleć, że totalna rozpierducha nadchodzi. Bardzo szybko ludzkość praktycznie przestanie istnieć, a niemal cały świat przejmą żądne świeżego mięska trupki.

Straszne prawda? Jak już wspomniałem to tylko fikcja i mroczna wyobraźnia pana Brooksa, który popełnił bardzo interesującą w swej formie i treści książkę. Otóż „Wojna Zombie” to zbiór wywiadów, zapis rozmów z wieloma różnymi ludźmi, którzy przetrwali Wojnę Z, zebranych przez nieznanego nam bliżej pracownika ONZ, który w dwanaście lat po zakończonym konflikcie z zombiakami miał napisać raport dla ONZ, a wyszła z tego książka.

Różnorodność tematyki, począwszy od wspomnień chińskiego lekarza, indyjskiego przemytnika, amerykańskiej nastolatki, milionera, który zbił majątek na fałszywym leku, który miał chronić przed zarazą, żołnierza, a na rosyjskim popie skończywszy. Galeria postaci przewijających się przez książkę jest naprawdę imponująca, a każda z nich dodaje coś od siebie do historii Wojny Z, przez co poznajemy coraz więcej szczegółów na temat największej katastrofy w historii ludzkości, oraz drastycznych i okropnych kroków, które ludzkość musiała podjąć by przetrwać.

„Wojna Zombie” to naprawdę ciekawa i interesująca lektura. Obnaża wiele zachowań ludzkich, którzy w obliczu końca są gotowi do zarówno najohydniejszych zbrodni jak i najbardziej bohaterskich czynów. Jedyny mój zarzut to zdecydowanie zbyt optymistyczne zakończenie, które jasno mówi, że USA jak zwykle dadzą sobie radę z każdym zagrożeniem, a duch amerykańskiej wolności i indywidualizmu pozwoli na nowo zacząć odbudowywać świat. Taki mocno amerykański happy end.

Miejmy nadzieję, że do inwazji zombie nie dojedzie, bo my w tym naszym kraju musielibyśmy się mocno napracować, aby odegnać te bestie.

Najgorsze jest, że wieloryby i tak mają przesrane.

 

P. S. Okładka jest z oryginalnej po angielsku napisanej książki, bo takową czytałem.

14 thoughts on “Max Brooks “Wojna zombie”

  1. Fajnie że sięgnąłeś po książkę. Czytałem, mam na półce i jestem wielkim “wyznawcą” zombie-apokalipsy :) Co do książki to kilka fun-factów:
    – Nie wiem czy wiesz, że autor to syn reżysera Mela Brooksa – i kto powie że talent nie jest dziedziczony?
    – Polskie wydanie to już biały kruk na rynku – na allegro książka chodzi po 100-150 zł
    – polecam tez podręcznik survivalowy tegoż autora, akcji mniej, ale dużo można się nauczyć na wszelki wypadek.
    – w drodze jest ekranizacja, ale pewnie zrobią z tego trochę papkowy film rodem z USA

    • No proszę:) Syn Mela.

      O podręczniku czytałem i może kiedyś sobie przeczytam. W końcu do 21 grudnia nie zostało zbyt wiele czasu.

      Ekranizacja nie wiem czy im wyjdzie. Przecież to mnóstwo różnorodnych historii. Materiału jest tam tyle, że spokojnie można zrobić zajebisty serial.

      Ale może Brad Pitt pokaże na co go stać:)

    • Hmm z tego co widzę na allegro jest jedna sztuka za 240 złociszy – cena zaporowa. Szukam tej książki na nacie – chcę ją kupić, ale za rozsądne pieniądze. Ebook też wschodzi w rachubę.

      • Jeśli nie przeszkadza Ci angielski łatwo książkę kupić na Amazonie. A jeśli chcesz po polsku jest mnóstwo “alternatywnych” źródeł (piszę o ebooku), ale jako bibliotekarz nie powinienem Ci chyba o nich mówić:) Zapraszam do skorzystania z bibliotek:)

  2. Miałam w ręku tę książkę, ale się nie zdecydowałam… Już parę opinii słyszałam, że jest niezła. W tematyce bardzo podobna do Feed Miry Grant (wychodzi niedługo po polsku pod tytułem Przegląd końca świata czy jakoś tak), która całkiem mi się podobała,

  3. Pingback: Mira Grant "Feed" ("Przegląd końca świata. Feed") | Blog Charliego Bibliotekarza

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook