Marcin Wroński “Kino Venus”

IMAG0549Pamiętam, że przed rokiem, gdy miałem okazją na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału porozmawiać z panem Marcinem Wrońskim obaj podzieliliśmy się wspólną pasją przeglądania przedwojennych gazet, które nam wydają fascynującym zapisem tamtych czasów.

Dlatego wdzięczny jestem Bibliotekom Cyfrowym i ludziom, którzy je tworzą za ich trud przybliżania przeszłości szerokim masom czytelniczym!

Dobra dość tego. Wracamy do książki pana Wrońskiego. Drugie spotkanie z Zygą Maciejewskim, którego los zesłał na posterunek w żydowskiej dzielnicy, bo nowy szefo stwierdził, że nie będzie miał wichrzyciela i niesubordynowanego pana komisarza. Na tym posterunku nie jest różowo, trzeba w mundurze chodzić, trzeba biurokracją się zajmować. Nic tylko pić z rozpaczy i się stoczyć. I pan Maciejewski się stacza. Jego dawni podwładni pijąc z nim wódkę zauważają, że ów twardy chłop coraz częściej jęczy na los, narzeka i płacze nad sobą jak za przeproszeniem jakiś „yntelygent” bez jajec. A Zyga po prostu cierpi i stara się owo cierpienie uzewnętrznić. Niestety dookoła niego nie ma ani jednej osoby, która go zrozumie.

Wiem jak to zabrzmi, ale na szczęście dla Zygi pojawia się trup. Zwłoki młodej dziewczyny żydowskiego pochodzenia. I ten policjant z krwi i kości odzyskuje trochę wigoru, rozwiązuje (przynajmniej tak mu się wydaje) zagadkę i osiada na przysłowiowych laurach z piękną kobietą u boku „we willi” na przedmieściach Lublina. Nie ma się co Maciejewskiemu dziwić, ale trochę szkoda chłopa. W książce dowiemy się również, że nie ma to jak przyjaciele, którzy są gotowi pomóc zawsze i wszędzie.

I znów pan Wroński stanął na wysokości zadania. Tematyka kryminału bardzo aktualna. Handel młodymi dziewczętami, które oszukane przez różnego rodzaju łowców zamiast do raju trafiają do burdeli albo na ulicę “zarabiać” ciałem. Takie szajki handlarzy żywym towarem działały prężnie w międzywojniu. Wtedy znacznie łatwiej było upolować biedną, niewykształconą dziewczyną z prowincji i obiecać jej złote góry. Przepraszam, że posługuję się tutaj terminologią łowiecką, ale pasuje ona do działań tych zwyrodnialców.

W książce czuć duszną atmosferę dzielnicy żydowskiej, głównie dzięki świetnym opisom, ale także przede wszystkim dzięki dialogom, które przybliżą polskiemu czytelnikowi jak brzmiał jidysz. Bieda, alkohol, „pracujące” na ulicach dziewczyny i poczucie beznadziei oto dwudziestolecie międzywojenne w pełnej krasie. Żadne tam: nie oddamy guzika i Polska od morza do morza. Cały czas się dziwię ludziom piejącym peany na cześć tego okresu. Miał swoje plusy, ma po latach urok świata, który był i już nie wróci, ale to była epoka taka jak wszystkie – zapełniona ludźmi, którzy się nie zmieniają. I Wroński świetnie tę prawdę wyciąga i pokazuje. W książce jest nawet wątek podziemia pornograficznego, dla wielu ludzi może się to wydawać zaskoczeniem, ale przypomnę słowa, że ludzie się nie zmieniają. I każdy nowy wynalazek potrafią wykorzystać na wiele sposobów. Spotkałem się z opinią, że porno przecież dopiero pojawiło się później w drugiej połowie dwudziestego wieku. Cóż skoro istniało prawo antypornograficzne w międzywojniu to musiała istnieć pornografia rozpowszechniana na różnych nośnikach.

Dobra książka, może trochę mniej tajemnicza i w sumie od początku wiemy o co chodzi to jednak sposób jej przedstawienia zasługują na duży plus. Dobra i wciągająca lektura do pociągu wiozącego na daleki Krym (i nie tylko).

P. S. Bardzo chciałbym, aby tematyka książki, czyli handel żywym towarem należały już do przeszłości jednak tak nie jest i zapewne niewiele się w tej kwestii zmieni, i są to tylko moje pobożne życzenia.

 

7 thoughts on “Marcin Wroński “Kino Venus”

  1. O, jak fajnie, że piszesz o książce Wrońskiego. Przyznam się do czegoś – otóż przeczytałam, to znaczy wysłuchałam kiedyś jeden z kryminałów tego autora, popełniłam recenzję i palnęłam tam kosmicznego babola, co mi autor w sposób niezwykle delikatny wytknął. Od tego czasu przeczytałam jeszcze dwie książki o Maciejewskim, ale nic na ich temat napisać nie mogę – bo się normalnie boję, że znów coś palnę. A wiem, że pan Wroński recenzje swoich książek czyta (no normalne, nie?) i będzie mi wstyd.
    Tak więc “Morderstwo pod cenzurą” i “Pogrom w przyszły wtorek” to takie białe plamy w moim zeszycie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook