Karel Capek “Śmierć Archimedesa”

Idąc za przykładem między innymi Zbyszekspira z bloga “W zaciszu biblioteki”, który umieszcza cyklicznie bardzo interesujące fragmenty różnych książek ja chciałem przedstawić Wam fragment z “Księgi Apokryfów” Karela Capka. Opowiastka tyczy się ostatnich chwil Archimedesa.

ŚMIERĆ ARCHIMEDESA

Owa historia z Archimedesem nie zupełnie tak wyglądała, jak się to pisze: istotnie, został zabity, gdy Rzymianie zdobyli Syrakuzy, ale nie jest zgodne z prawdą, jakoby do jego domu wpadł żołnierz rzymski, aby grabić i jakoby Archimedes, pogrążony w rysowaniu jakiejś geometrycznej konstrukcji, zgryźliwie mu odburknął: „Nie ruszaj mi mych kół”. Przede wszystkim Archimedes nie był jakimś tam roztargnionym profesorem, który nie wie, co się koło niego dzieje: przeciwnie, był to z natury prawdziwy żołnierz, który obmyślał dla Syrakuz machiny wojenne do obrony miasta; po drugie zaś, ten rzymski żołnierzyna to nie był wcale pijany grabieżca, lecz wykształcony i ambitny oficer sztabowy Lucjusz, który wiedział, z kim ma zaszczyt, i nie przyszedł rabować, ale od progu zasalutował i rzekł:

– Bądź pozdrowion, Archimedesie!

 – Archimedes podniósł oczy znad woskowej deseczki, na której rzeczywiście coś rysował, i rzekł

– Co tam?

-Archimedesie – mówił Lucjusz – wiemy, że bez twoich machin wojennych Syrakuzy nie utrzymałyby się ani miesiąca; a tak, tośmy z nimi dwa lata mieli co robić. Czy myślisz, że my, żołnierze, nie potrafimy tego docenić? Wspaniałe machiny. Gratuluję.

 Archimedes machnął ręką.

– Ech, co tam, nic w tym szczególnego. Zwykłe miotające mechanizmy – ot, zabawka. Naukowo nie ma to wybitnego znaczenia.

– Ale wojskowo ma – orzekł Lucjusz. – Słuchaj, Archimedesie, przyszedłem ci zaproponować  współpracę.

– Z kim?

– Z nami, Rzymianami. Widzisz chyba, że Kartagina i tak upadnie. Po cóż im jeszcze pomagać! Zobaczysz, jak teraz pohulamy z Kartaginą! Wy wszyscy powinniście raczej iść z nami!

–  Dlaczego – mruczał Archimedes. – My, Syrakuzanie, przypadkiem jesteśmy Grekami. Dlaczegóżbyśmy mieli iść z wami?

 – Dlatego, że żyjecie na Sycylii, a my Sycylii potrzebujemy.

– Dlaczego jej potrzebujecie?

– Dlatego, że chcemy zawładnąć Morzem Śródziemnym.

– Aha – rzekł Archimedes i spoglądał w zamyśleniu na swą deseczkę. – A po cóż wam to?

– Kto jest panem Morza Śródziemnego – rzekł Lucjusz – jest panem świata. To przecież jasne.

– Czyż musicie być panami świata?

– Tak! Posłannictwem Rzymu jest, aby stał się panem świata. I powiadam ci, że nim będzie!

– Możliwe – rzekł Archimedes i wymazywał coś na woskowej tabliczce. – Ale ja bym wam tego nie radził, Lucjuszu. Posłuchaj, być panem świata – toż tego będziecie musieli kiedyś zawzięcie bronić. Szkoda pracy, jaką będziecie musieli w to włożyć.

– Wszystko jedno: ale będziemy wielkim imperium.

– Wielkie imperium – mruczał Archimedes. – Czy narysuję małe koło, czy wielkie koło – jest to wciąż tylko koło. Znowu ma granice! Nigdy nie będziecie bez granic, Lucjuszu. Czy myślisz, że wielkie koło jest doskonalsze niż małe? Myślisz może, że jesteś większym geometrą, gdy narysujesz większe koło?

– Wy, Grecy, wciąż się bawicie argumentami – zarzucił Lucjusz. – My zaś dowodzimy naszej racji inaczej.

– Czym?

– Czynem. Na przykład: zdobyliśmy Syrakuzy. Ergo: Syrakuzy należą do nas. To chyba jasne?

– Jasne – rzekł Archimedes, skrobiąc się rylcem po głowie. – Tak, zdobyliście Syrakuzy; tylko, że to już nie są i nie będą te Syrakuzy, co były dotąd. Było to wielkie i sławne miasto, mój drogi; teraz już nigdy nie będzie wielkie. Szkoda Syrakuz!

– Za to Rzym będzie wielki. Rzym musi być najsilniejszy na całej kuli ziemskiej.

–  Dlaczego?

– Aby się utrzymał. Im silniejsi jesteśmy, tym więcej mamy nieprzyjaciół. Dlatego musimy być najsilniejsi.

– Co się tyczy siły – mruczał Archimedes. – Ja jestem trochę fizyk, Lucjuszu, i coś ci powiem. Siła się wiąże.

– Co to znaczy?

– To jest takie prawo, Lucjuszu. Siła, która działa, tym samym się wiąże. lm będziecie silniejsi, tym więcej swych sił na to będziecie musieli zużyć, a kiedyś przyjdzie chwila…

– Co chciałeś powiedzieć?

– Ach, nic. Ja nie jestem prorokiem, człecze; jestem tylko fizykiem. Siła się wiąże. Więcej nic nie wiem.

– Słuchaj, Archimedesie, czy nie chciałbyś pracować z nami? Nie masz pojęcia, jakie ogromne możliwości otwarły by się dla ciebie w Rzymie. Budowałbyś najsilniejsze machiny wojenne na świecie.

– Musisz wybaczyć, Lucjuszu: ja już jestem stary człowiek, a jeszcze bym chciał opracować z jeden lub dwa ze swych pomysłów. Jak widzisz, właśnie sobie tu coś rysuję.

– Archimedesie, czy cię nie nęci zdobywanie z nami władzy nad światem? – Dlaczego milczysz?

– Przepraszam – mruknął Archimedes znad swojej deseczki. – Coś powiedział?

– Że człowiek taki, jak ty, mógłby zdobywać władzę nad światem.

– Hm, władza nad światem — rzekł Archimedes zagłębiony w swej pracy. – Nie gniewaj się, ale ja tu mam coś ważniejszego. Wiesz, coś trwałego. Coś, co tu naprawdę zostanie.

– Cóż to jest?

– Uważaj, nie zmaż mi mych kół. To jest sposób, jak można obliczyć powierzchnię wycinka koła.

* * *

Później wydano komunikat, że uczony Archimedes zginął wskutek wypadku.

 (1938)

Księga apokryfów / Karel Capek ; przeł. [z czes.] Helena Gruszczyńska-DubowaPoznań : Wydaw. Zachodnie, 1948

3 thoughts on “Karel Capek “Śmierć Archimedesa”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook