Robert J. Szmidt „Szczury Wrocławia. Chaos”

Gdy piszę te słowa trwa żenujące przedstawienie w Sejmie i w Senacie. A my wciąż nie wiemy czy będziemy głosować. Ale ja nie o tym. Ja o książce, którą byłem czytałem na początku tej całej pandemii. Tylko dopiero teraz się zebrałem o tym żeby coś napisać. [EDIT] Post pisany co prawda przed niby wyborami, ale jak się możecie domyślać żenujące przedstawienie trwa dalej.

Tadeusz Konwicki, Danuta Konwicka „Iwan Konwicki, z domu Iwaszkiewicz. Biografia”

Dzień dobry! Witajcie moi podróżujący poprzez łącza stałe, chmury danych, fale radiowe, sieci 5G wędrowcy. Czy dajecie radę? Czy nie zżera Was chandra i złość i wkurw i ogólnie wszystko co najgorsze? Mam nadzieję, że nie, a jeśli Was zżera to to może na odprężenie biografia kota Iwana, członka rodziny Konwickich?

Lucyna Krzemieniecka „O wielkim Stalinie”

Kostek do Stalina ma stosunek olewczy… I bardzo dobrze!

Witajcie towarzyszki i towarzysze internetowych spółdzielni światłowodowych. Jak trud codziennego życia Wam mija? Budujecie nową Polskę? Prekariacką? Bo proletariacka już była. Dobra dość tych żartów. Dzisiaj przykład tego jak można pobłądzić, albo może taki przykład, że warto płynąć z prądem. I broń mnie borze szumiący – nie ma zamiaru propagować ustroju totalitarnego w żaden sposób. Ta książka to po prostu świadectwo czasów, który były i minęły (Edit wcale nie minęły – patrz Polskie Radio Trójka).

Marta Nadolna-Tłuczykont „Powrót książek „zakazanych” do współczesnych odbiorców (wybrane zagadnienia).”

I wszystko trwa i trwa i trwa. Nic nowego nie dzieje się choć powoli znikają kolejne obostrzenia, które sprawiają, że człowiek zaczyna mieć nadzieję, że wkrótce to się wszystko skończy. Czy aby na pewno? I czy będzie możliwy powrót do dawnego trybu życia? Chciałbym żebyśmy jako społeczeństwo trochę zmądrzeli po tych miesiącach. Niestety gdy czasem zabłądzę w twitterowe krainy wpisów wszelakich, doniesień, opinii, fakenewsów to jedyne co dobrego wyniesiemy z tej pandemii to memy. I powinno się zacząć je gdzieś archiwizować, bo inaczej przepadnie dziedzictwo, które dziatkom naszym wydrukowane (sieci i komputerów nie będzie) pokażemy.

Emil Zegadłowicz „Motory”

Zapewne nikomu nie jest lekko w tych chwilach. Społecznej izolacji. Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku i dajecie radę, a problemy macie znikome i jesteście zdrowi. Te moje wstępy niech pozostaną świadectwem czasów zarazy. Dzisiaj o książce Zegadłowicza, którą praktycznie po „Zmorach” zacząłem czytać. Nakręcony hajpem na pisarza i jego sylwetkę.

Olga Tokarczuk „Anna In w grobowcach świata”

Cześć czołem moje drogie i moi drodzy! Jak się macie i miewacie? Cały czas Wam będę do znudzenia powtarzał, że mam nadzieję, że wszystko u Was w porządku (jak na istniejące okoliczności) i ogarniacie tę szaloną rzeczywistość, która naprawdę robi się coraz bardziej groteskowa i surrealistyczna. Dzisiaj będzie o książce noblistki Olgi Tokarczuk, którą byłem przeczytałem już jakiś czas temu.

Ałbena Grabowska „Nowy świat”

Dobrowolnej izolacji dzień nawet nie potrafię powiedzieć który. Za oknem świeci słońce, drzewa pokrywają się listkami zielonymi, a tu człowiek siedzi i pracuje zdalnie. I przeczyta jakąś książkę. I doskonale zdaje sobie sprawę, że nie ma tak najgorzej. Dlatego życzę Wam żebyście przetrwali te dziejowe zawieruchy w jak najlepszym stanie psychicznym, fizycznym i tak dalej. Bo ja dzisiaj o książce, którą można określić jako BŹNK czyli Bardzo Źle Napisaną Książkę.

Jacek Komuda „Diabeł Łańcucki”

Dzień dobry! Jak się macie? Jak święta? Najdziwniejsze święta w moim dotychczasowym życiu. Mam nadzieję, że zdrowi jesteście, trzymacie się jeszcze jakoś i ogarniacie tę karuzelę śmiechu jaką jest nasza rzeczywistość. Ja dzisiaj umyłem okna dla Jezuska i skończyłem czytać książkę, o której Wam opowiem. Nie będzie to opowieść długa, ale może Was zaciekawi. [EDIT. Pisane jak mogliście się domyśleć przed świętami]

Eugeniusz Dębski „Wydrwiząb”

Czy każdy wpis w epoce pandemii będę zaczynał od tego, że dzieje się coraz gorzej? Czy może jest jednak już lepiej. Piszę te słowa 5 kwietnia. Nie wiem kiedy opublikuję wpis, ale niech wstęp będzie świadectwem czasów. Za oknem piękna słoneczna pogoda, choć jest jeszcze chłodno i trochę zawiewa. Dlatego jeszcze pomidorów nie wystawię na pseudo balkon (rzygownik tak zwany), który mamy w naszej klitce. Jest weekend przedświąteczny. I wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będą to najdziwniejsze święta w moim życiu. [Edit.] Jest poniedziałek świąteczny i faktycznie to dziwne święta – obfite w jedzenie, spotkania na videoczatach z rodzinką i duuużo spania, ale niestety bez możliwości wyjścia na spacer, a pogoda cudna].

Tomasz Lipko „Notebook”

Czy macie coraz większe poczucie surrealizmu całej otaczającej nas rzeczywistości? Czy nie wydaje się Wam, że naprawdę nastąpił glitch (usterka) w Matriksie i przydałby się jakiś reset? Ja muszę sobie odstawić Facebooka, Twittera i inne media, bo denerwują mnie rzeczy, na które i tak nie mam wpływu. Dlatego opowiem Wam o książce.