Arkadij i Borys Strugaccy “Piknik na skraju drogi”

piknikMam ostatnio ciągoty do klasyki. Czy to oznacza, że się starzeję? Pewnie tak, bo przecież każdego dnia moje komórki umierają milionami z okrzykiem „Za Charliego!” i ja tego nawet nie zauważam. Nie wspominając o moich szarych komórkach, które umierają z okrzykiem „Na zdrowie!” lub z przyśpiewką „Jeszcze po kropelce, jeszcze po kropelce” i tak dalej, i tak dalej. Zaczynam nudzić z tymi moimi nawiązaniami do zabijania szarych komórek alkoholem. Jednak jestem szczerym „chłopakiem” i co Wam tu będę ściemniał. Podobnie jak Piotr Bałtroczyk lubię mówić o sobie, że jeśli chodzi o alkohol to jestem hobbystą – entuzjastą.

Dobra wracając do tematyki dzisiejszego wpisu. Zabrałem się za „Piknik…” tak zupełnie przypadkiem. Myślałem, że to kiedyś przeczytałem, ale jednak nie. Książka była dla mnie zupełną nowością. I dobrze. Książka została napisana w latach siedemdziesiątych w ZSSR, co zupełnie nie ma znaczenia dla samej jakości książki. Fakt ten ma znaczenie  jeśli chodzi o późniejsze nawiązania w szeroko pojętej kulturze do książki, oraz odczytywania drugiego dna w powieści.

Bardzo krótko o fabule. Obcy lądują na Ziemi w 6 miejscach, zupełnie przypadkowo. Pozostawiają po sobie tak zwane Strefy, które obfitują w przeróżnego rodzaju anomalie, materiały, narzędzia, wynalazki.  Ludzie zaczynają eksplorować te Strefy – jedni legalnie jako naukowcy, inni nielegalnie jako stalkerzy, czyli osobniki co wchodzą do Strefy, narażając się na wiele niebezpieczeństw, wynoszą różnego rodzaju przyrządy i sprzedają te przyrządy na czarnym rynku. My towarzyszymy Redowi Shoehartowi stalkerowi z prawdziwego zdarzenia. Fabuła dotyczy kilkunastu lat z życia Reda i nie tylko jego, w pobliżu Strefy. A życie to nie było łatwe, o nie.

Popkultura zarówno w sferze literackiej i filmowej różne wizyty i lądowania Obcych przerobiła na setki różnych sposobów. „Kontakt” Sagana, „Bliskie spotkania 3 stopnia” Spielberga, nie wspominając o moim ulubionym „Dniu Niepodległości” Emmericha lub ostatnio gdzieś mi mignął „Kokon” Howarda, albo „Ziemskie dziewczyny są łatwe” czy też sam „Obcy”. Dobra przestaję wymieniać filmy, bo zdaje się, że cały wpis można poświęcić tylko na tejże czynności. Krótko: napisano i nakręcono mnóstwo książek i filmów dotyczących tej tematyki. Spojrzenia na wizytę obcej rasy były różne. Od inwazji wyżej zaawansowanych cywilizacyjnie kosmitów, po komediowe lekkie ujęcie tematu jak w „Kapuśniaczku” ze świętej pamięci Louie de Funesem. Zaprawdę powiadam Wam im dłużej stukam w klawiaturę tym więcej filmów mi do głowy przychodzi, a przecież mam pisać o książce Strugackich. Zresztą sama książka stała się inspiracją do stworzenia dość specyficznego filmu w reżyserii Andrieja Tarkowskiego.

Czym jest Strefa? Wiemy na pewno tyle, że jest miejscem tak zwanego Lądowania. Kosmiczna rasa przybyła w określone miejsce, trochę się pokręciła i poleciała dalej. Naukowcy, filozofowie, badacze niemożebnie głowią się nad tym, czym jest Strefa. A i tak po trzynastu powieściowych latach nie wiedzą nic. Owszem ludzie nauczyli się wykorzystywać do swoich celów niektóre wynalazki, ale na pewno niezgodnie z ich docelowym przeznaczeniem. Pięknie wyjaśnia naturę Strefy oraz stan wiedzy na jej temat (bardziej brak owej wiedzy) w rozmowie między sobą dwóch pomniejszych bohaterów książki. Uwaga będzie spoiler dotyczący tytułu książki

„(…) No a Lądowanie? Przynajmniej powiedz, co myślisz o samym Lądowaniu?

– Proszę bardzo – powiedział Walentin. – Wyobraź sobie piknik…

Nunnun drgnął.

– Jak powiedziałeś?

– Piknik. Wyobraź sobie: las, przesieka, polana. Z przesieki na polanę wjeżdża samochód, z samochodu wysiada młodzież, butelki, koszyki z prowiantem. Dziewczyny, tranzystory, kamery filmowe… Rozpalają ognisko, stawiają namioty, gra muzyka. A rankiem odjeżdżają. Zwierzęta, ptaki i owady, które przez całą noc ze zgrozą obserwowały to, co się działo, wyłażą ze swoich kryjówek. I cóż widzą? Na trawie kałuża oleju, rozlana benzyna, leżą nieprzydatne już świece i olejowe filtry. Poniewierają się stare szmaty, przepalone żarówki, ktoś zgubił klucz francuski. Z opon spadło błoto przywiezione z niewiadomych bagien… no, sam rozumiesz, ślady ogniska, ogryzki jabłek, papierki od cukierków, puszki po konserwach, puste butelki, czyjaś chusteczka do nosa, czyjś scyzoryk, podarte przedwczorajsze gazety, bilon, zwiędłe kwiaty z innych lasów…

– Zrozumiałem – powiedział Nunnun. – Piknik na skraju drogi.

– Właśnie. Piknik na skraju jakiejś kosmicznej drogi. A ty mnie pytasz, czy oni wrócą, czy nie?”

Strefa zmieniła wiele. Pchnęła trochę ludzkość do przodu w tym sensie, że dała trochę wynalazków, sypnęła garścią błyskotek i kręcących się wiecznie pierścieni, ale raczej zmiana nie jest przedstawiona w pozytywnym świetle. Nie tylko miejsce Lądowania jest odmienione, cała okolica wokół Strefy jest skażona, zarażona nieznanym rakiem. Stalkerzy często umierają gwałtownie, ale również umierają powoli, mutując, płodząc dzieci, których natury naukowcy  nie są w stanie zrozumieć. Strefa przywraca do życia umarłych wracających do swych domów. Oprócz rakowatej narośli samej Strefy, ludzie też tworzą swoje własne wypaczone struktury. Na „bogactwach” z zony spekulanci dorabiają się bajecznych fortun, całe miasteczko zamienione zostaje w jeden wielki burdel, gdzie każdy orze jak może. Starzy stalkerzy narażający swoje życie w strefie ustępują miejsca nowej generacji posługującej się automatami w celu wydzierania dobrodziejstw lub przekleństw ze Strefy. Obcy przylecieli, naśmiecili i polecieli zostawiając biedne małpoludy z tysiącem pytań, bez żadnych odpowiedzi. Owa niemożność kontaktu, brak punktów zaczepienia dla dwóch odmiennych cywilizacji czy też dwóch gatunków rozumnych istot to tematyka, którą poruszał również Lem i wielu innych.

Gorzka to książka, nie ma w niej optymizmu, nie ma wiary w zdobycze techniki i postęp ludzkości. W tej warstwie książkę można odebrać jako krytykę ówczesnego Związku Sowieckiego. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Jest też cyniczne spojrzenie na nasz gatunek, który nawet w obliczu tak doniosłego odkrycia, że nie jesteśmy sami w kosmosie potrafi być krótkowzroczny i myśleć o doraźnych korzyściach.

Nie mogę znaleźć jednoznacznych słów podsumowania “Pikniku…”. Powiem Wam w sekrecie, że przez kilka pierwszych stron myślałem sobie WTF? Nie wiadomo co się dzieje, od razu jakieś machlojki, jakieś przepustki, jakieś wyjścia w dzień. Czytelnik został wrzucony na głęboką wodę. Po chwili jednak wrażenie zagubienia mijało i już się wsiąkło w stalkerowski świat i chciało się napić z Redem z tej jego wysłużonej manierki (wszystko zatacza krąg i jak zacząłem od wynurzeń alkoholowych tak na nich skończyłem).

Stwierdzam, że „Piknik na skraju drogi” to absolutne MUST KNOW jeśli chodzi o science-fiction.

 

13 thoughts on “Arkadij i Borys Strugaccy “Piknik na skraju drogi”

  1. Mmm, podobało mi się, podobało. :) Co prawda u mnie bezkonkurencyjnym numerem 1 z twórczości Strugackich jest “Ślimak na zboczu” (wielbię bezgranicznie!), ale “Piknik…” i tak bardzo fajny. Sam opis Strefy szalenie mi się podobał. No i te wnioski, że generalnie dla tych obcych ludzkość i cała jej Ziemia wcale nie była jakimś uberważnym celem – trochę takie przykre, ale kurde… dobre. No bo właściwie czemu nie? Człowiek ma tendencję do przypisywania sobie chyba zbyt dużego znaczenia – zbyt dużego jak na skalę kosmiczną.

    Ostatnio u nas w teatrze Wybrzeże była jakaś adaptacja “Pikniku…”, ale ofkoz w końcu się zgapiłam, a później już nie było biletów. :( Muszę pilnować, może jeszcze kiedyś będą wystawiać. Ciekawam, co z tego wyciągnęli.

    • “Ślimaka na zboczu” chyba też nie czytałem. Kolejna książka do nadrobienia.

      Ciężko jest nam ludziom postawić się w roli obcego gatunku. Wiadomo, że nasz punkt widzenia będzie raczej antropocentryczny niż dajmy na to Reptiliański. Kojarzy mi się Orson Scott Card i “Gra Endera”, gdzie chyba był fragment o tym, że Robale nie zdawały sobie sprawy, jako istoty o kolektywnej świadomości Roju, że zabijając człowieka niszczą jednostkę. Choć to mogło zostać wspomniane w “Mówcy umarłych”.
      “Wieczna wojna” Haldemana też oscyluje wokół konfliktu ludzi z Tauranami, a nie wiadomo o co poszło:)
      Ja spróbuję obejrzeć Tarkowskiego. Widziałem tylko fragmenty, a może teraz po przeczytaniu “Pikniku…” film wyda mi się bardziej strawny.

  2. Do nadrobienia koniecznie! *.*

    We “Fiasku” to było fajnie zaakcentowane – że niby GOD był komputerem, a więc obiektywny, nieskażony tym antropocentryzmem… tylko że wcale nieprawda.

    A w ogóle, muszę sobie odkurzyć Strugackich… Tylko z Lemem skończę.
    Ech, tak mało czasu, a tyle książek!

  3. Łączę się w entuzjazmie hobbystycznym i z przykrością stwierdzam, że Strugackich znam jedynie z dwukrotnie przeczytanego “Poniedziałku …”, który mi się bardzo. Czyli co? Czas nadrabiać :)

    • “Poniedziałek…” był słodki. :) Zupełnie inny od pozostałych rzeczy Strugackich, które czytałam (och, nie przesadzajmy, nie było tych rzeczy tak znowu wiele, niestety…), ale taki radośnie uroczy. Plus jestem z siebie dumna, bo twista z samej końcówki (o tym kolesiu i jego papudze) rozkminiłam parę stron przed wyjaśnieniem w tekście, ha! :D

  4. Kocham i uwielbiam Strugackich nad życie, o czym zresztą pisałam u siebie parę razy. Na czele oczywiście “Piknik” razem ze “Ślimakiem”.
    Ech, jak czytam “Szczęście dla wszystkich! I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!” to mam ciarki na plecach.
    Film Tarkowskiego oglądałam i mimo tego, że WIEM, iż Tarkowski robił wszystko po swojemu, i wzięłam na to poprawkę – to jednak jest dla mnie niestrawny. Nie ma tam Strugackich, jest Stalker i Zona i garść rozważań filozoficznych…
    Uwaga do Bazyla – “Poniedziałek” jest nieco inny od reszty powieści słynnych braci, weź poprawkę, że to chyba najzabawniejsza ich książka. :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook